“Vegan Lunch Box” Jennifer McCann

W przypadku tej książki nie ma zaskoczenia, autorka bloga „Vegan Lunch Box” napisała książkę całą poświęconą…wegańskim lunchboxom (Jennifer McCann, Vegan lunch box : 130 amazing, animal-free lunches kids and grown-ups will love!, Da Capo Press 2008, 280 stron). Może się wydawać, że taka publikacja nie jest potrzebna albo przynajmniej niezbyt wartościowa, bo przecież spakowanie drugiego śniadania czy lunch do pracy to żaden problem, ale każdy kto przez 5 dni z rzędu jadł smutne kromki z plastrem wędliny sojowej czy dwoma „mazami” hummusu uzna podtytuł zapowiadający ponad 100 różnych lunchboxowych menu za obiecujący i doceni zarówno składniki tworzące często zaskakujące kompozycje smakowe jak i prostotę przygotowania takich „wynosów”. Żeby wszystko ułatwić książka podzielona jest na dwie części – w pierwszej otrzymujemy kilkadziesiąt menu podzielonych według stopnia trudności, w drugiej przepisy podzielone już standardowo na przystawki i przekąski, sałatki i dressingi, zupy i gulasze, kanapki, dania główne i dodatki, pieczywo, słodycze i napoje. Zebrane w wymienione grupy przepisy można dowolnie wymieniać i komponować ze sobą, ale naprawdę warto, przynajmniej na początek, wybrać konkretne menu i skomponować je według wskazówek, bo każdy z zestawów został tak skomponowany przez autorkę książki, by znalazło się w nim wszystko to co powinno z punktu widzenia zdrowego odżywiania (chociaż nie wiem czy duża ilość zamienników mięsa i półproduktów jest zdrowa…chociaż mając w pamięci program Jamiego Olivera o szkolnych stołówkach to jedno jest pewne – wszystko jest lepsze od jedzenia w nich serwowanego).

Vegan Lunch Box

Menu podzielone są według czasu potrzebnego na przygotowanie danego śniadania – quick and easy to śniadanie szybkie i nieskomplikowane do przygotowania, rise and shine to propozycje dla osób, które, mają nieco więcej wolnego czasu rano lub po prostu wcześniej wstają, ready and waiting to lunch czekający na nas przez noc w lodówce, ale wymagający włożenia nieco kuchennej pracy dzień wcześniej. Dodatkowo jeden rozdział poświęcony jest lunchboxom z daniami z różnych części świata (japońskimi, angielskimi, greckimi, etiopskimi, meksykańskimi, tajskimi, indyjskimi i francuskimi) oraz jeden rozdział poświęcony lunchom na specjalne okazje, czyli propozycje na urodziny, Święta Bożego Narodzenia, Wielkiej Nocy, ale też Walentynki, Halloween czy nawet równonoc jesienną.

Przepisy są napisane i zaprezentowane w przystępny sposób, nie ma w nich rażących błędów (a przynajmniej ja ich nie znalazłam) jak zgubione składniki a co najważniejsze naprawdę są łatwe do wykonania. Wadą jest obecność wielu wyskoprzetworzonych i niedostępnych składników (a przynajmniej nie ogólnie dostępnych) w Polsce, książka jest adresowana do amerykańskiego czytelnika i prawdopodobnie wspomniane produkty na tamtym rynku są dość powszechne. Oczywiście, książka też celuje w amerykańskie smaki i niektóre potrawy są dla nas (przynajmniej dla mnie) absolutnie obce, ale przygotowując 5 różnych lunchboxów w każdym przypadku otrzymałam smaczny (mimo, że to dania skierowane dla dzieci) i bardzo sycący zestaw. W wielu przypadkach wspomniane wysokoprzetworzone produkty można zastąpić domowej produkcji np. kremowy serek typu Toffutti  twarożkiem z migdałów lub nerkowców.

Dla niektórych wadą może być brak zdjęć i niezbyt ciekawa szata graficzna (polecam przejrzenie książki w serwisie google books lub na amazon.com), ale jak wspomniałam na początku wpisu, autorka książki jednocześnie prowadzi bloga, na którym zaprezentowała niemalże wszystkie lunchboxowe menu, które trafiły do książki, można więc skonfrontować się z nimi jak i z dziesiątkami zdjęć w blogosferze, ponieważ pojawienie się tej książki 5 lat temu wywołało naprawdę spore zamieszanie w świecie anglojęzycznych wege-blogerów. Muszę podkreślić, że zainteresowanie to było w pełni uzasadnione. Oczywiście, częściowo wynikało to z eksplozji bentomanii w tamtym okresie ale nie da się zaprzeczyć, że książka jest ciekawa i bardzo pomocna do komponowania drugich śniadań do pracy czy szkoły, ale też i obiadów na co dzień. Pomimo wad związanych z wykorzystaniem produktów wysokoprzetworzonych lub niedostępnych w Polsce, myślę, że to doskonała pozycja odpowiadająca na pytanie „to co ty właściwie jesz?” bo takiego lunchu wszyscy w pracy będą zazdrościli. I koniecznie odwiedźcie stronę autorki książki the Magical Loaf Studio – wygeneruje za was przepis na wegańską pieczeń!

Linki:

Blog Jennifer McCann „Vegan Lunch Box”

Strona książek z serii „Vegan Lunch Box”

Blog Jennifer McCann z przepisami „Shmooed Food”

Strona „The Magical Loaf Studio”

 

Advertisements

2 thoughts on ““Vegan Lunch Box” Jennifer McCann

  1. Bardzo chętnie bym zobaczyła lunchowe przepisy, ale brak zdjęć to dla mnie ogromna wada. Zwykle wertuję książki kucharskie na początku skupiając się bardziej na zdjęciach niż na opisie. Więc książka chyba nie dla mnie. Ale mam plan zacząć gromadzić wegańskie książki kulinarne. Coś polecasz? ;-)

    Odpowiedz
    • Ja też lubię książki ze zdjęciami i starannie wydanie, dla mnie liderem, chociaż absolutnie nie-wege jest jamie Oliver, jego książki są przepięknie wydane a każde zdjęcie jest starannie dobrane, ale pracuje z nim, a właściwie dla niego cały sztab ludzi więc mnie to nie dziwi. Na szczęście teraz prawie wszystko można znaleźć w Internecie, są nawet np na flickr grupy ze zdjęciami tylko z danej książki kucharskiej.

      Jeżeli chodzi o książki o których pisałam to tutaj znajduje się spis z odnośnikami do wpisów – https://wiecejyofu.wordpress.com/o-czym-jest-ten-blog/ .

      Niewątpliwie numerem 1 wśród wegańskich książek są te Isy Chandry Moskowitz, każdą mogę polecić z czystym sumieniem najczęściej korzystam z Appetite for Reduction, ale Veganomicon to prawdziwe kompendium wegan-gotowania, książki nie mają zbyt wielu zdjęć ale można prawie wszystkie przepisy wytropić w Internecie. Zaletą książek Moskowitz jest to, że są one testowane przez blogerów i/lub osoby z forum na jej stronie, mało zdarza się spektakularnych wpadek dzięki temu. Z polskich albo dostępnych po polsku wybór jest ograniczony. Na pewno „Zaskakujące tofu” to dobra inwestycja. „Kuchnia wegańska” z żółtą okładką (zbiór przepisów opublikowany w „Wegetariańskim Świecie”) ma swoich fanów (niemała grupa) ja za tą książką zupełnie nie przepadam, lubię za to oldschoolowe dość obie części „Naturalnej kuchni wegetariańskiej”, ale najpewniejsza inwestycja w wegańskie książki to jednak te anglojęzyczne, chociaż trzeba uważać, bo niektóre skłądają się tylko z produktów jak wegański ser albo „mięso” mielone.

      PS, piękne zdjęcia na blogu!!

      Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s