Międzynarodowy Dzień Wegetarianizmu 2015

Wszystkiego Najlepszego!

image

Tego nie narysował przedszkolak tylko ja ;)

Reklamy

Eily’s Pad Thai

Język angielski w tym przypadku jest murem nie do sforsowania – nigdy nie dowiem się, kim jest Eily – to on czy ona? A może to nazwa restauracji czy azjatyckiego baru? Jedno jest pewne, przepis pochodzi z książki „Please don’t feed the bears!” (s. 53) i jest także dostępny (z podglądem prawie całości tego wspaniałego wydawnictwa) na google books. Nie jestem w stanie ocenić na ile przedstawiony przepis jest nadal Pad Thai a na ile generycznym daniem w typie azjatyckiego, przygotowanym z tego co jest aktualnie w lodówce, ale z pewnością zaletą jest szybki czas przygotowania, co nie bez znaczenia jest w upalniejsze letnie dni. Zmniejszyłam ilość oleju sezamowego z 3 Łyżek do 1 łyżeczki (czyli 9-krotnie) i ostrej papryki.

Eliy's Pad Thai

  • 2 litry wody
  • 350 gramów kiełków fasoli mung, umytych i wysuszonych
  • 170 gramów makaronu ryżowego, najlepiej szerokich wstążek
  • 3 Łyżki soku z cytryny
  • 3 Łyżki ketchupu
  • 1 Łyżka brązowego cukru
  • ¼ szklanki sosu sojowego (opcja gluten free)
  • 1 łyżeczka oleju sezamowego
  • 3-4 ząbki czosnku, posiekane
  • ¼ łyżeczki płatków ostrej papryki
  • 2 szklanki startej na tarce marchewki
  • ⅔ szklanki orzechów ziemnych, posiekanych (prażonych bez soli)
  • 6-8 dymek, posiekanych

W dużym garnku doprowadzić wodę do wrzenia, wrzucić kiełki i blanszować przez 30 sekund. Wyłowić i pozostawić do odcieknięcia.

Gdy woda ponownie zawrze wrzucić makaron i gotować zgodnie z instrukcją na opakowaniu, jednak uważając, by makaron pozostał zwarty.

Gdy makaron będzie się gotował, w małej misce wymieszać sok z cytryny z ketchupem, cukrem i sosem sojowym.

Olej rozgrzać na dużej patelni. Dodać czosnek i paprykę i smażyć je kilka sekund.

Dodać marchewkę i smażyć 1 minutę.

Dodać przygotowany w miseczce sos i dokładnie wymieszać.

Dodać kiełki i ugotowany makaron, ponownie wymieszać.

Dodać orzeszki ziemne i dymkę, wymieszać.

Podawać.

4 porcje

Eliy's Pad Thai

Ciasto czekoladowe

Proste ciasto czekoladowe przygotowywane bez dodatku mleka roślinnego za to z octem, więc jest szansa, że wszystkie składniki będą w szafce i będzie je można przygotować na mijający właśnie Dzień Dziecka. Biorąc pod uwagę, że przepis pochodzi z książki dla raczej bardziej dojrzałych „Please don’t feed the bears!”, będą marzyły nie tylko dzieci. Przepisy na czekoladowe ciasta bez użycia jajek, masła i mleka mają długą historię, powszechnie znane są pod nazwą wacky cake.

Przepis w książce na stronie 112 (Chocolate Redemption Cake).

Ciasto czekoladowe

  • 1 szklanka brązowego cukru
  • 1 ½ szklanki pszennej mąki, typ 450
  • ½ łyżeczki soli
  • ¼ szklanki kakao
  • 1 łyżeczka sody
  • 1 Łyżka soku z cytryny
  • ⅓ szklanki oleju roślinnego
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 1 szklanka zimnej wody
  • Olej do wysmarowania formy

Piekarnik nagrzać do 180°C.

Foremkę do ciasta (keksówka długości 15-20 cm) wysmarować olejem.

W dużej misce wymieszać składniki w kolejności, w której są podane.

Masę przełożyć do foremki i piec w nagrzanym piekarniku 30 do 35 minut.

12 porcji

Ciasto czekoladowe

Firestorm Falaf-hell

Ostatni wpis zamieściłam w marcu, teraz jest maj. Można doszukać się tutaj pewnej prawidłowości. Na pewno w tym wpisie będzie można znaleźć kontrowersyjny przepis na falafle (Firestorm Falaf-Hell, s. 88), pochodzący z jeszcze bardziej kontrowersyjnej książki „Please, don’t feed the bears”. Przepis kontrowersyjny bo opierający się na ciecierzycy z puszki. Sam autor książki wie, że korzystanie z ugotowanej ciecierzycy do przygotowania falafli to temat kontrowersyjny, bo dodaje dopisek, że przepis jest jak najbardziej autentyczny i został przesłany z Izraela. I rzeczywiście, kotleciki nie smakują jak falafel. Są bardzo smaczne, mocno cytrynowe i idealne do wzięcia do pracy na lunch, ale jednak to nie są falafle.

Falafel

Autor poleca serwowanie z ciepłą pitą, sałatą, pomidorem i ogórkiem oraz ten utwór, ja raczej tego drugiego zupełnie nie.

  • ½ średniej wielkości ziemniaka, obranego, pokrojonego na ok 2,5 cm kawałki
  • woda
  • 1 łyżeczka oleju roślinnego
  • 1 mała cebula, posiekana
  • 1 puszka ciecierzycy, ok. 400 gramowa, odsączona
  • 3 Łyżki soku z cytryny
  • 2 ząbki czosnku, posiekane
  • 2 Łyżki tahini
  • ½ łyżeczki papryki w proszku
  • 1 Łyżka natki, posiekanej
  • sól ( ¼ łyżeczki)
  • pieprz

Kawałki ziemniaka włożyć do małego garnka i zalać taką ilością wody, by cały był przykryty płynem. Garnek przykryć i doprowadzić do wrzenia. Gotować 10 minut, wyłączyć i odcedzić.

W czasie kiedy ziemniak się gotuje na patelni rozgrzać oliwę i smażyć cebulę na średnim ogniu, aż do miękkości.

W misce rozgnieść widelcem albo tłuczkiem do ziemniaków ciecierzycę z dodatkiem ugotowanego ziemniaka i soku cytrynowego. Dodać cebulę, czosnek, tahini, paprykę, natkę oraz sól i pieprz. Delikatnie wymieszać. Formować kotleciki.

Piec w piekarniku nagrzanym do 180°C przez 15 minut na papierze do pieczenia.

Falafel

12 kotlecików

Falafel

„Please don’t feed the bears!” Abjorn Intonsus

Ostatnie wpisy poświęciłam książce „Super Natural Every Day” dla której określenia „pretensjonalna”, „wydumana”, „tylko dla bogaczy” niestety są w pełni zasłużone (chociaż to bardzo, z wielu względów, interesująca książka). Pora na coś całkowicie odmiennego pod każdym względem. Please don’t feed the bears!” Abjorna Intonsusa (tak, tak, to pseudonim) to wydana w 2006 roku (Microcosm Publishing, Bloomington) książka kucharska oparta na wydawanych wcześniej zinach pod tym samym tytułem.  Ta książka jest zdecydowanie najdziwniejszym, najbardziej zaskakującym i oczywiście najbardziej anarchistycznym okazem w mojej kolekcji. Choć określenie mianem anarchistycznej to za mało – to publikacja dla fanów metalu, jazdy na deskorolce, zabawnych obrazków ze zwierzątkami, okultyzmu, sceny hc/punk, horrorów i cukru (i glutenu). Tak, ta książka zdecydowanie zaskakuje na każdym kroku.

Please don't feed the bears

Książka jest zbiorem przepisów opublikowanych wcześniej w zinie pod tym samym tytułem i sama jest utrzymana w takiej undergroundowej stylistyce, niestety z wadą dla czytelności. Nie ma spisu treści ani skorowidza, na większości stron nie ma podanych numerów. Przepisy posegregowane są w kilku bardzo obszernych rozdziałach, jednak kryteria przypisania danego przepisu do danego rozdziału są dość niejasne (może poza deserami). Przepisy w wielu przypadkach nie są starannie przygotowane – brak ilości dodanej wody a w wielu przypadkach w spisie składników nie ma wymienionej wody i oleju. Przeglądając pobieżnie kolejne strony można odnieść wrażenie, że książka składa się głównie z przepisów na chilli, z tym że, im ostrzejsze tym lepsze. Ale w tym programowym chaosie są prawdziwe perełki, zarówno pod względem walorów smakowych jak i pod względem nienadwyrężania portfela.

W bonusie rozdział z tak różnorodnymi specyfikami jak domowy syrop na kaszel, klej do plakatowania i instrukcja zbudowania maszynki do tatuowania w domu. Jednak nie radziłabym ich wypróbowywać – w przepisie na ciasteczka dla psów jako jeden ze składników wyszczególniony jest suszony czosnek, niestety warzywa cebulowe są toksyczne dla psów i nie powinny być tym zwierzętom podawane pod żadnym pozorem.

W tej książce można albo się zakochać albo nie zrozumieć. Wiem, że ma wielu fanów, jednak dla większości czytelników może nie być to najbardziej trafiona pozycja. Dla wielu osób strona graficzna (bardzo radykalne grafiki) może nie być do zaakceptowania.

Kotleciki z komosy

Ostatni już przepis z książki „Super Natural Every Day” Heidi Swanson. Tym razem proste w przygotowaniu kotleciki z komosy ryżowej. W oryginalnym przepisie z dodatkiem sera koziego i jajek, ale wydaje mi się, że zweganizowanie smakowi nie zaszkodziło. Ser kozi zamieniłam na sezam, jajka zastąpiłam mieszaniną mielonego siemienia lnianego i skrobi kukurydzianej. Kotleciki też dla odmiany upiekłam.

Kotleciki z komosy

Przepis w książce na stronie 121 (Little Quinoa Patties), dostępny także w serwisie epicurious.

  • 2 ½ szklanki ugotowanej komosy ryżowej, ostudzonej
  • 3 Łyżki mielonego siemienia lnianego
  • 2 Łyżki skrobi kukurydzianej
  • ½ szklanki wody
  • ½ łyżeczki soli
  • ⅓ szklanki posiekanego szczypiorku
  • 1 cebula, drobno posiekana
  • ⅓ szklanki sezamu
  • 3 ząbki czosnku, posiekane
  • 1 szklanka bułki tartej
  • Olej lub oliwa do pieczenia (1 łyżeczka)

Kotleciki z komosy

W małym naczyniu wymieszać zmielone siemię lniane ze skrobią kukurydzianą i wodą.

Do komosy dodać przygotowaną mieszaninę, dobrze wymieszać.

Dodać szczypiorek, cebulę, czosnek sól i sezam, całość ponownie wymieszać.

Dodać bułkę tartą i ponownie wymieszać.

Odstawić mieszaninę na kilka minut.

Uformować 12 kotlecików, posmarować je olejem lub użyć oleju w sprayu

Piec w piekarniku rozgrzanym do 180° C przez 15 minut, przewrócić na drugą stronę i piec kolejne 15 minut.

12 kotlecików

Kotleciki z komosy

Potrawka z ciecierzycy z czosnkiem, szafranem i jogurtem

Jeżeli ostatni wpis porażał ceną składników to teraz będzie jeszcze bardziej ekstremalnie. Nie żartuję, w końcu przepracowanie tego tematu zajęło mi ponad trzy miesiące jakie minęły od zamieszczenia ostatniego przepisu. A za to całe zamieszanie odpowiedzialna jest Heidi Swanson, autorka bloga 101 cookbooks i książki „Super Natural Every Day”, która zdecydowanie sięga po luksusowe i wyszukane składniki. W przypadku tego dania trzeba poświęcić jedno opakowanie szafranu (albo więcej).

Potrawka z ciecierzycy z czosnkiem, szafranem i jogurtem
Oryginalny przepis zawiera 3 żółtka, dodawane w celu zagęszczenia całości, ja zamieniłam na mielone siemię lniane i skrobię kukurydzianą rozmieszane z wodą w proporcjach odpowiadających dwóm jajkom. Zmniejszyłam też ilość oliwy i użyłam jogurtu sojowego Joya (2 opakowania). Wydaje mi się, że efekt końcowy był zbliżony do oryginału a nawet jeśli nie, to i tak zjadłam zupę w intensywnym żółtym kolorze, idealnym na oświetlenie przedwiosennych dni.
Przepis (Chickpea Stew with Saffron, Yogurt, and Garlic) w książce na stronie 134, dostępny także na portalu food52.

Potrawka z ciecierzycy z czosnkiem, szafranem i jogurtem

  • 1 łyżeczka oliwy
  • 1 duża cebula, drobno pokrojona
  • sól morska
  • 3 szklanki ugotowanej ciecierzycy lub ciecierzyca z puszki (2 puszki), odsączona
  • 4 szklanki bulionu warzywnego
  • 2 ząbki czosnku, posiekane
  • ¼ łyżeczki szafranu
  • 2 Łyżki mielonego siemienia lnianego
  • 2 Łyżki skrobi kukurydzianej
  • ⅓ szklanki wody
  • 1 szklanka jogurtu roślinnego naturalnego (NIESŁODZONEGO)
  • słodka suszona papryka do posypania (¼ łyżeczki)
  • natka kolendry do posypania ( ¼ szklanki)

W średniej wielkości garnku wymieszać oliwę, cebulę i dużą szczyptę soli. Smażyć na średnim ogniu kilka minut, aż cebula stanie się miękka.
Dodać ciecierzycę i czosnek, zalać bulionem. Doprowadzić do wrzenia i zdjąć z ognia.
W małej misce wymieszać mielone siemię lniane, skrobię i szafran z wodą. Dodać jogurt.
Do mieszaniny dodać nieco zupy a następnie delikatnie przelać jogurt z pozostałymi składnikami do garnka, ciągle mieszając.
Zupę ponownie podgrzewać. Gotować 5 minut, ciągle mieszając.
Podawać posypaną słodką papryką i posiekaną natką kolendry.
4 duże lub 6 małych porcji

Kaloryczność policzona dla 4 porcji.

Potrawka z ciecierzycy z czosnkiem, szafranem i jogurtem

Makron gryczany z tofu i czarnym sezamem

Mroczne danie na nadchodzący jutro (oby nie-)pechowy 13ty dzień miesiąca prosto z opisywanej już książki książki „Super Natural Every Day” (s. 156, rodział Diner, Black Sesame Otsu) Heidi Swanson. Przepis dostępny jest na stronie autorki, mierzyła się z nim także Liska z White Plate.
O ile wcześniej zaprezentowane przeze mnie przepisy Swanson były raczej skromne (ale wyjątkowo smaczne) to w tym już widać nadmierne używanie drogich i trudno dostępnych składników. Chociaż nie aż tak trudno dostępnych bo wyjątkowo wszystko udało mi się znaleźć w szafce w domu albo w pobliskim hipermarkecie ale generalnie wizyta w sklepie typu kuchnie świata jest niezbędna na którymś etapie przygotowań. Wydanie okrągłej sumki również (ale prawdziwy zabójca portfela będzie przedstawiony w następnym poście). Przynajmniej nie na marne – było smaczne, choć bardzo mroczne.

Makron gryczany z tofu i czarnym sezamem

  • 1 łyżeczka orzeszków piniowych
  • 1 łyżeczka pestek słonecznika
  • ½ szklanki czarnego sezamu
  • 1 ½ Łyżki cukru trzcinowego
  • 1 ½ Łyżki sosu sojowego
  • 1 ½ Łyżeczki mirin
  • 1 Łyżka oleju sezamowego z tostowanego sezamu
  • 2 Łyżki octu z brązowego ryżu
  • ⅛ łyżeczki cayenne
  • sól
  • 340 g makaronu soba
  • Ok. ⅓ szklanki wody z gotowania makaronu
  • 340 g tofu pokrojonego w kształt zapałki
  • oliwa (1 łyżeczka) lub olej w sprayu do smażenia
  • dymka lub szczypiorek, drobno pokrojony

Orzeszki piniowe i nasiona słonecznika tostować na patelni, często podrzucając, aż nasiona staną się złote. Dodać sezam i tostować około 1 minuty. Zdjąć patelnię z ognia i przełożyć do moździerza bądź robota kuchennego – nasiona zmiksować lub utrzeć do konsystencji piasku. Dodać cukier, sos sojowy, mirin, olej sezamowy, ocet i cayenne. Dobrze wymieszać.

W garnku przygotować makaron zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Przy odcedzaniu zachować ok. ½ szklanki wody z gotowania.

W czasie gdy gotuje się makaron tofu spryskać oliwą i smażyć kilka minut aż stanie się miejscami zbrązowione.

Z masy sezamowej odłożyć 1 łyżkę, do pozostałej pasty dodać wodę z gotowania makaronu.

W dużej misce wymieszać makaron z połową dymki i rozcieńczoną pastą sezamową. Dodać tofu i ponownie delikatnie wymieszać.

Podawać z porcją pozostałej pasty sezamowej posypane dymką.

4 porcje

Makron gryczany z tofu i czarnym sezamem

Zupa z cukinii z czerwoną pastą curry i grzankami z tofu

Jesienny listopad to ostatni moment by wykorzystać kojarzące się z latem cukinie. W tej propozycji Heidi Swanson cukinie gotowane są w sosie (albo gęstej zupie) z czerwoną pastą curry i mleczkiem kokosowym a następnie podawane ze smażonymi na oleju kokosowym grzankami z tofu. Przepis pochodzi z książki Super Natural Every Day” (s. 62, rodział Lunch, Summer Squash/ Zucchini Soup), w Internecie pojawia się na wielu stronach. W stosunku do oryginału zmniejszyłam ilość oleju kokosowego i pasty curry, ale to kwestia moich indywidualnych upodobań.
Muszę przyznać, że to połączenie składników i smaków jest wyjątkowo udane, przygotowałam tę zupę już co najmniej 4 razy i nie zanosi się bym miała wkrótce przestać (tym bardziej, że mam opakowanie pasty curry do wykorzystania).

Zupa z cukinii z czerwoną pastą curry i grzankami z tofu

  • 225 g twardego tofu, pokrojonego w kostkę grubości ok. 2 cm
  • sól
  • 1 łyżeczka czerwonej pasty curry lub więcej do smaku
  • 1 Łyżka oleju kokosowego
  • 3 duże szalotki, drobno posiekane
  • 680 g cukinii, pokrojonej na kawałki ok. 2 cm grubości
  • 340 g ziemniaków, pokrojonych w drobną kostkę
  • 4 ząbki czosnku, posiekane
  • 475 ml bulionu warzywnego lub wody
  • 415 ml mleka kokosowego

Zupa z cukinii z czerwoną pastą curry i grzankami z tofu

Tofu posypać szczyptą soli, obtoczyć w 2 łyżeczkach oleju kokosowego i smażyć na patelni około 5 minut lub aż tofu stanie się zbrązowione. Zamieszać I smażyć kolejne 3-4 minuty, aż tofu stanie się złote. Odstawić.

Pastę curry wymieszać z pozostałą 1 łyżeczką oleju kokosowego aż do uzyskania dość jednolitej konsystencji. Przygotowaną mieszaninę smażyć w garnku przez około 1 minutę.

Dodać szalotki, spryskać solą i smażyć kilka minut, aż staną się miękkie.

Dodać cukinię i ziemniaki, smażyć aż cukinia stanie się miękka, około 5 minut.

Dodać czosnek, bulion i mleko kokosowe.

Doprowadzić do wrzenia, zmniejszyć temperaturę i gotować około 15 minut lub aż ziemniaki staną się miękkie.

Doprawić do smaku pastą curry lub solą. Podawać posypane grzankami z tofu.

6 porcji

Zupa z cukinii z czerwoną pastą curry i grzankami z tofu

Pieczona owsianka z bananami i borówkami

Prawie dwa miesiące temu zamieściłam recenzję książkiSuper Natural Every Day” Heidi Swanson. Co może być zaskoczeniem już wtedy miałam przygotowane zdjęcia do przepisów, które chciałam zamieścić na blogu ale… ale robię to dopiero teraz.
Na sam początek propozycja śniadaniowa (raczej na weekend albo świąteczny dzień) z niedługo niedostępnymi borówkami – w książce na stronie 44 (Baked porridge – oats, bluberries, walnuts) oraz dostępna w serwisie epicurious.

Zapiekana owsianka

Nie obyło się bez weganizacji przepisu oryginalnego: mleko →mleko sojowe, jajko → 2 Łyżki skrobi kukurydzianej rozmieszane z 3 Łyżkami wody, masło → olej roślinny. Oraz dodatkowo zamieniłam płatki owsiane na jaglane, dzięki czemu danie jest bezglutenowe oraz orzechy włoskie na płatki kokosowe, na które nie jestem uczulona. Ale wyszło i było bardzo smaczne!

  • 200 g (2 szklanki) płatków owsianych lub jaglanych
  • 60 g ( ¼ szklanki) płatków kokosowych, stostowanych
  • 60 g ( ¼ szklanki) brązowego cukru
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 ½ łyżeczki zmielonego cynamonu
  • ½ łyżeczki soli
  • 475 ml (2 szklanki) mleka sojowego niesłodzonego lub naturalnego lub waniliowego
  • 2 Łyżki skrobi kukurydzianej
  • 2 ½ Łyżki wody
  • 1 ½ Łyżki oleju roślinnego
  • 2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • 2 dojrzałe banany pokrojone w plasterki o grubości 1 cm
  • 185 g (1 ½ szklanki) borówek lub jagód

Zapiekana owsianka

Piekarnik rozgrzać do 190°C z blachą ustawioną w górnej ⅓ piekarnika.
Naczynie do zapiekania o bokach ok 20 cm natłuścić olejem lub olejem w sprayu.
W misce wymieszać płatki, połowę płatków kokosowych, cukier, proszek do pieczenia, cynamon i sól.
W drugiej misce wymieszać mleko, wodę ze skrobią, olej i ekstrakt waniliowy.
Na dnie naczynia do zapiekania rozłożyć w jednej warszawie plastry banana a następnie ⅔ borówek.
Na owoce wysypać mieszaninę suchych składników i wolno zalać całość mieszaniną mokrych składników. Delikatnie potrząsnąć naczyniem, by płynne składniki dotarły do dna.
Posypać pozostałymi płatkami kokosowymi i borówkami.
Piec 35 do 45 minut. Przed podaniem odstawić na kilka minut do ostygnięcia.
6 lub 12 porcji

Kaloryczność 1 z 6 porcji

Zapiekana owsianka - kaloryczność