Ciasto czekoladowe

Proste ciasto czekoladowe przygotowywane bez dodatku mleka roślinnego za to z octem, więc jest szansa, że wszystkie składniki będą w szafce i będzie je można przygotować na mijający właśnie Dzień Dziecka. Biorąc pod uwagę, że przepis pochodzi z książki dla raczej bardziej dojrzałych „Please don’t feed the bears!”, będą marzyły nie tylko dzieci. Przepisy na czekoladowe ciasta bez użycia jajek, masła i mleka mają długą historię, powszechnie znane są pod nazwą wacky cake.

Przepis w książce na stronie 112 (Chocolate Redemption Cake).

Ciasto czekoladowe

  • 1 szklanka brązowego cukru
  • 1 ½ szklanki pszennej mąki, typ 450
  • ½ łyżeczki soli
  • ¼ szklanki kakao
  • 1 łyżeczka sody
  • 1 Łyżka soku z cytryny
  • ⅓ szklanki oleju roślinnego
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 1 szklanka zimnej wody
  • Olej do wysmarowania formy

Piekarnik nagrzać do 180°C.

Foremkę do ciasta (keksówka długości 15-20 cm) wysmarować olejem.

W dużej misce wymieszać składniki w kolejności, w której są podane.

Masę przełożyć do foremki i piec w nagrzanym piekarniku 30 do 35 minut.

12 porcji

Ciasto czekoladowe

Firestorm Falaf-hell

Ostatni wpis zamieściłam w marcu, teraz jest maj. Można doszukać się tutaj pewnej prawidłowości. Na pewno w tym wpisie będzie można znaleźć kontrowersyjny przepis na falafle (Firestorm Falaf-Hell, s. 88), pochodzący z jeszcze bardziej kontrowersyjnej książki „Please, don’t feed the bears”. Przepis kontrowersyjny bo opierający się na ciecierzycy z puszki. Sam autor książki wie, że korzystanie z ugotowanej ciecierzycy do przygotowania falafli to temat kontrowersyjny, bo dodaje dopisek, że przepis jest jak najbardziej autentyczny i został przesłany z Izraela. I rzeczywiście, kotleciki nie smakują jak falafel. Są bardzo smaczne, mocno cytrynowe i idealne do wzięcia do pracy na lunch, ale jednak to nie są falafle.

Falafel

Autor poleca serwowanie z ciepłą pitą, sałatą, pomidorem i ogórkiem oraz ten utwór, ja raczej tego drugiego zupełnie nie.

  • ½ średniej wielkości ziemniaka, obranego, pokrojonego na ok 2,5 cm kawałki
  • woda
  • 1 łyżeczka oleju roślinnego
  • 1 mała cebula, posiekana
  • 1 puszka ciecierzycy, ok. 400 gramowa, odsączona
  • 3 Łyżki soku z cytryny
  • 2 ząbki czosnku, posiekane
  • 2 Łyżki tahini
  • ½ łyżeczki papryki w proszku
  • 1 Łyżka natki, posiekanej
  • sól ( ¼ łyżeczki)
  • pieprz

Kawałki ziemniaka włożyć do małego garnka i zalać taką ilością wody, by cały był przykryty płynem. Garnek przykryć i doprowadzić do wrzenia. Gotować 10 minut, wyłączyć i odcedzić.

W czasie kiedy ziemniak się gotuje na patelni rozgrzać oliwę i smażyć cebulę na średnim ogniu, aż do miękkości.

W misce rozgnieść widelcem albo tłuczkiem do ziemniaków ciecierzycę z dodatkiem ugotowanego ziemniaka i soku cytrynowego. Dodać cebulę, czosnek, tahini, paprykę, natkę oraz sól i pieprz. Delikatnie wymieszać. Formować kotleciki.

Piec w piekarniku nagrzanym do 180°C przez 15 minut na papierze do pieczenia.

Falafel

12 kotlecików

Falafel

„Please don’t feed the bears!” Abjorn Intonsus

Ostatnie wpisy poświęciłam książce „Super Natural Every Day” dla której określenia „pretensjonalna”, „wydumana”, „tylko dla bogaczy” niestety są w pełni zasłużone (chociaż to bardzo, z wielu względów, interesująca książka). Pora na coś całkowicie odmiennego pod każdym względem. Please don’t feed the bears!” Abjorna Intonsusa (tak, tak, to pseudonim) to wydana w 2006 roku (Microcosm Publishing, Bloomington) książka kucharska oparta na wydawanych wcześniej zinach pod tym samym tytułem.  Ta książka jest zdecydowanie najdziwniejszym, najbardziej zaskakującym i oczywiście najbardziej anarchistycznym okazem w mojej kolekcji. Choć określenie mianem anarchistycznej to za mało – to publikacja dla fanów metalu, jazdy na deskorolce, zabawnych obrazków ze zwierzątkami, okultyzmu, sceny hc/punk, horrorów i cukru (i glutenu). Tak, ta książka zdecydowanie zaskakuje na każdym kroku.

Please don't feed the bears

Książka jest zbiorem przepisów opublikowanych wcześniej w zinie pod tym samym tytułem i sama jest utrzymana w takiej undergroundowej stylistyce, niestety z wadą dla czytelności. Nie ma spisu treści ani skorowidza, na większości stron nie ma podanych numerów. Przepisy posegregowane są w kilku bardzo obszernych rozdziałach, jednak kryteria przypisania danego przepisu do danego rozdziału są dość niejasne (może poza deserami). Przepisy w wielu przypadkach nie są starannie przygotowane – brak ilości dodanej wody a w wielu przypadkach w spisie składników nie ma wymienionej wody i oleju. Przeglądając pobieżnie kolejne strony można odnieść wrażenie, że książka składa się głównie z przepisów na chilli, z tym że, im ostrzejsze tym lepsze. Ale w tym programowym chaosie są prawdziwe perełki, zarówno pod względem walorów smakowych jak i pod względem nienadwyrężania portfela.

W bonusie rozdział z tak różnorodnymi specyfikami jak domowy syrop na kaszel, klej do plakatowania i instrukcja zbudowania maszynki do tatuowania w domu. Jednak nie radziłabym ich wypróbowywać – w przepisie na ciasteczka dla psów jako jeden ze składników wyszczególniony jest suszony czosnek, niestety warzywa cebulowe są toksyczne dla psów i nie powinny być tym zwierzętom podawane pod żadnym pozorem.

W tej książce można albo się zakochać albo nie zrozumieć. Wiem, że ma wielu fanów, jednak dla większości czytelników może nie być to najbardziej trafiona pozycja. Dla wielu osób strona graficzna (bardzo radykalne grafiki) może nie być do zaakceptowania.

Makron gryczany z tofu i czarnym sezamem

Mroczne danie na nadchodzący jutro (oby nie-)pechowy 13ty dzień miesiąca prosto z opisywanej już książki książki „Super Natural Every Day” (s. 156, rodział Diner, Black Sesame Otsu) Heidi Swanson. Przepis dostępny jest na stronie autorki, mierzyła się z nim także Liska z White Plate.
O ile wcześniej zaprezentowane przeze mnie przepisy Swanson były raczej skromne (ale wyjątkowo smaczne) to w tym już widać nadmierne używanie drogich i trudno dostępnych składników. Chociaż nie aż tak trudno dostępnych bo wyjątkowo wszystko udało mi się znaleźć w szafce w domu albo w pobliskim hipermarkecie ale generalnie wizyta w sklepie typu kuchnie świata jest niezbędna na którymś etapie przygotowań. Wydanie okrągłej sumki również (ale prawdziwy zabójca portfela będzie przedstawiony w następnym poście). Przynajmniej nie na marne – było smaczne, choć bardzo mroczne.

Makron gryczany z tofu i czarnym sezamem

  • 1 łyżeczka orzeszków piniowych
  • 1 łyżeczka pestek słonecznika
  • ½ szklanki czarnego sezamu
  • 1 ½ Łyżki cukru trzcinowego
  • 1 ½ Łyżki sosu sojowego
  • 1 ½ Łyżeczki mirin
  • 1 Łyżka oleju sezamowego z tostowanego sezamu
  • 2 Łyżki octu z brązowego ryżu
  • ⅛ łyżeczki cayenne
  • sól
  • 340 g makaronu soba
  • Ok. ⅓ szklanki wody z gotowania makaronu
  • 340 g tofu pokrojonego w kształt zapałki
  • oliwa (1 łyżeczka) lub olej w sprayu do smażenia
  • dymka lub szczypiorek, drobno pokrojony

Orzeszki piniowe i nasiona słonecznika tostować na patelni, często podrzucając, aż nasiona staną się złote. Dodać sezam i tostować około 1 minuty. Zdjąć patelnię z ognia i przełożyć do moździerza bądź robota kuchennego – nasiona zmiksować lub utrzeć do konsystencji piasku. Dodać cukier, sos sojowy, mirin, olej sezamowy, ocet i cayenne. Dobrze wymieszać.

W garnku przygotować makaron zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Przy odcedzaniu zachować ok. ½ szklanki wody z gotowania.

W czasie gdy gotuje się makaron tofu spryskać oliwą i smażyć kilka minut aż stanie się miejscami zbrązowione.

Z masy sezamowej odłożyć 1 łyżkę, do pozostałej pasty dodać wodę z gotowania makaronu.

W dużej misce wymieszać makaron z połową dymki i rozcieńczoną pastą sezamową. Dodać tofu i ponownie delikatnie wymieszać.

Podawać z porcją pozostałej pasty sezamowej posypane dymką.

4 porcje

Makron gryczany z tofu i czarnym sezamem

„Super Natural Every Day” Heidi Swanson

Super Natural Every Day: Well-Loved Recipes from My Natural Foods Kitchen” (Ten Speed Press, New York 2011, 265 s.) to druga książka Heidi Swanson, najbardziej znanej z prowadzonego już ponad 10 lat bloga “101 cookbooks”. Blog jest wegetariański, chociaż nie jest to nigdzie na stronie wyraźnie zaznaczone, po prostu prezentowane przepisy są bezmięsne choć rzadko kiedy wegańskie (w książce kwestie wegetarianizmu są bardziej szczegółowo opisane) i prawdopodobnie jest to jeden z najpopularniejszych blogów kulinarny w całym Internecie. Oprócz przepisów zamieszczane są na nim wpisy dotyczące podróży, inspiracji kulinarnych i nie tylko oraz wiele, wysokiej jakości zdjęć często inspirowanych modną obecnie estetyką wabi sabi. Prawdopodobnie większość czytelników 101 cookbooks nie wie, że początki tego bloga są bardzo zbliżone do mojej obecnej blogowej sytuacji – „101 cookbooks” powstało jako miejsce publikowania wpisów związanych z książkami kucharskimi (tutaj dostępny pierwszy wpis Swanson!).

„Super Natural Every Day” Heidi Swanson

„Super Natural Every Day” Heidi Swanson (Ten Speed Press, New York 2011)

Mieszkająca w San Francisco Swanson korzysta z zalet tej kosmopolitycznej metropolii – w swoich przepisach wykorzystuje wiele etnicznych lub rzadkich lub drogich (lub mających te wszystkie cechy na raz) składników prawdopodobnie dostępnych tylko w kilku miejscach świata i… w tym miejscu mogę swobodnie przejść do wad bloga jak i książki. Wszystko to (łącznie ze stylem pisania) sprawiać może nieco pretensjonalne wrażenie, ewentualnie wrażenie, że pisząca osoba aspiruje do klasy wyższej – kto inny napisałby że mieszka w skromnym sześciopokojowym mieszkaniu

(„modest six-room apartament with three-and-a-half-metre-high ceilings on the second floor of a Victorian apartment in the middle of San Francisco”)

lub zastanawiała się, czy do studia ceramicznego lepiej wstawić kuchenkę czy chłodziarkę do wina. Sądząc jednak po liczbie czytelników bloga, wielu internautów nie podziela jednak takiej opinii. Książka nie jest  także wolna od fotograficznej wady bloga – zdjęć jest bardzo dużo, ale wiele nie związanych zupełnie z przepisami (czarno-białe zdjęcie autorki idącej w czarnej sukience przez pole) – blog jest otwartą formą o wręcz nieograniczonej pojemności serwerów, w książce te wysmakowane zdjęcia jednak zabierają miejsce, w którym mogłoby znaleźć się coś bardziej wartościowego dla czytelnika, szczególnie, że książka, jak na książkę kucharską jest dość krótka.

Sama książka składa się z siedmiu rozdziałów poświęconych odpowiednio daniom śniadaniowym, na lunch, na obiad, przekąskom, napojom (w tym alkoholowym), słodyczom i dodatkom (lub przepisom podstawowym, skoro znalazła się tam instrukcja gotowania ryżu, klarowanego masła czy jajek w koszulkach). Przepisy noszą nazwy złożone z głównych składników (np. Granola – żurawina, orzechy włoskie, skórka pomarańczowa), nie ma przynajmniej miejsca na pomyłkę. Przepisy są opisane w przystępny sposób, nie ma w nich większych błędów, jednak w kilku przypadkach miałam wrażenie, że z tych samych składników można przygotować coś w prostszy sposób. Podobne wrażenie odniosłam w przypadku nabiału (sery dodawane są praktycznie do wszystkich przepisów, nie zawsze wydaje mi się to konieczne, zresztą przepisy są wyjątkowo nieprzyjazne dla wegan) czy ilości tłuszczu (dość hojnie dodawany). Dodatkowo większość propozycji dotyczy potraw serwowanych na śniadanie lub ewentualnie przekąskę czy szybki posiłek – nawet propozycje obiadowe, w większości podobne są do lunchowych. I najdziwniejszy element tej historii – w książce, której nawet tytuł świadczy o tym, iż wszystko będzie całkowicie naturalne autorka sugeruje wykorzystanie gotowych ravioli –też bym poleciła takie rozwiązanie, nie każdy ma czas na samodzielne przygotowywanie tak złożonych potraw, jednak dysonans pewien pozostaje.

Czy w takim przypadku mogę polecić książkę? Tak, ale nie dla wegan (nabiał i jaja są prawie we wszystkich przepisach) i osób szukających tanich przepisów. Raczej dla osób doświadczonych w kuchni, ciekawych nowych opcji lub po prostu dla czytelników lubiących ładne, choć niekoniecznie użyteczne, książki. Ta jest starannie wydana , z pięknymi zdjęciami i przepisami (polecam podejrzenie wnętrza książki), które mogą zainspirować do poszukiwania nowych składników lub wypróbowania nowych połączeń smakowych. A zaproponowane przez autorkę przepisy są naprawdę smaczne – łatwo to zbadać samemu, na stronie Swanson jest do ściągnięcia plik pdf z kilkoma przykładowymi przepisami.

Zupa z ciecierzycy i ryżu z kapustą

Ten przepis na prostą zupę, idealną zarówno na letnie dni (młode warzywa są teraz dostępne najtaniej) jak i zimowe wieczory (rozgrzewająca i po prostu taka domowa) pochodzi z książki Isy Chandry Moskowitz „Isa does it” (Chickpea Rice Soup With Cabbage, s. 32, dostępny także w Internecie na blogu autorki).
Zdecydowałam się użyć 1 łyżeczki oliwy oraz brązowego ryżu, dlatego zupę przygotowywałam nieco dłużej, niż w zlinkowanym przepisie.

Zupa z ciecierzycy i ryżu z kapustą

  • 1 łyżeczka oliwy
  • 1 średniej wielkości żółta cebula, pokrojona na cienkie plasterki
  • 2 ząbki czosnku, posiekane
  • 1 łyżeczka suszonego tymianku
  • 1 łyżeczka soli
  • Pieprz
  • ½ szklanki brązowego ryżu, przepłukanego
  • 6 szklanek bulionu warzywnego (domowego lub z proszku)
  • 1 ½ szklanki pokrojonej w większą kostkę marchewki
  • 450-500 g białej kapusty, pokrojonej w cienkie plastry
  • 3 szklanki gotowanej ciecierzycy (2 puszki ok. 400 g, przepłukanej i osuszonej)
  • 3 Łyżki posiekanego świeżego koperku

W dużym garnku smażyć na rozgrzanej oliwie cebulę ze szczyptą soli. Po około 5 minut lub gdy cebula stanie się szklista dodać czosnek, tymianek, resztę soli, pieprz i smażyć około 1 minuty.
Dodać ryż i bulion. Przykryć i doprowadzić do wrzenia. Zmniejszyć ogień i gotować 15 minut.
Dodać marchewkę i kapustę, doprowadzić do wrzenia, dodać ciecierzycę i zmniejszyć temperaturę. Gotować kolejne 15 minut, aż ryż będzie ugotowany a marchewka miękka.
Dodać koperek i dobrze wymieszać.
8 porcji

Gulasz z suszonymi borowikami

Niestety zepsuł mi się komputer i chwilowo walczę z niedogodnościami sprzętowymi (naprawdę nie mogę uwierzyć, że kiedyś korzystałam z laptopa, na którym piszę w tej chwili i byłam zadowolona z jego pracy!), ale nic nie stanęło na przeszkodzie (nawet konieczność zrobienia nowego, dużo brzydszego zdjęcia, bo pierwsze zostało na zepsutym komputerze) by zamieścić ten wpis. Niestety, pracy komputera nie starczyło na przygotowanie kaloryczności dania.

Przepis na gulasz „wołowy” z suszonymi grzybami pochodzi z książki Isa does it” Isy Chandry Moskowitz (Seitan & Wild Mushroom Stew, s. 146) i dostępny jest także na blogu autorki.

Gulasz może nie wydawać się najbardziej atrakcyjną propozycją na letni dzień, ale ten jest naprawdę wyjątkowo wytrawny w smaku. Jeżeli nie na gorący dzień, to warto zapisać przepis do wypróbowania w nieco chłodniejszej porze roku.

Wobec oryginalnego przepisu dokonałam dwóch zmian – zamiast domowej produkcji kiełbasek z seitanu użyłam 6 wędzonych kiełbasek sojowych, zredukowałam ilość oliwy z 1 Łyżki do 1 łyżeczki. Wegańskie czerwone wino można kupić w Marks&Spencer i Tesco (butelki oznaczone są jako wegańskie).

Gulasz z suszonymi prawdziwkami

  • 1 łyżeczka oliwy
  • 1 duża cebula, pokrojona w ćwiartki i cienkie plasterki
  • 4 ząbki czosnku, posiekane
  • 3 średniej wielkości marchewki, obrane i pokrojone pod skosem w plastry grubości ok. 1 cm
  • 1 szklanka czerwonego wina
  • 1 łyżeczka suszonego rozmarynu
  • 1 łyżeczka suszonego tymianku
  • 1 łyżeczka słodkiej papryki
  • ½ łyżeczki pokruszonych nasion kopru włoskiego
  • pieprz
  • 1 łyżeczka soli
  • ok. 30 g suszonych prawdziwków
  • 3 szklanki bulionu
  • 680 g ziemniaków, obranych, pokrojone w ok. 4 cm kawałki
  • ¼ szklanki mąki
  • ½ szklanki wody
  • 2 Łyżki koncentratu pomidorowego
  • 6 parówek/kiełbasek sojowych, pokrojonych w plasterki
  • Świeża natka lub tymianek do podania

W sporym garnku rozgrzać oliwę. Dodać cebulę i szczyptę soli. Smażyć, aż cebula stanie się szklista – około 4 do 7 minut. Dodać czosnek i smażyć około 30 sekund.

Dodać marchewkę, wino, rozmaryn i tymianek rozgniecione w palcach, paprykę, nasiona kopru, pieprz i sól. Doprowadzić do wrzenia i gotować przez 3 minuty.

Dodać suszone borowiki i bulion, doprowadzić do wrzenia, przykryć i gotować ciągle 5 minut.

Dodać ziemniaki, zmniejszyć temperaturę i gotować pod przykryciem około 15 minut lub aż ziemniaki będą lekko miękkie.

W niewielkim naczyniu rozmieszać mąkę z wodą. Dodać wolno mieszaninę do garnka, dobrze mieszając, dodać przecier pomidorowy. Gotować około 5 minut.

Dodać kiełbaski i gotować kolejne 5 minut.

Podawać posypane świeżym tymiankiem lub natką.

6 – 8 porcji

Marmurkowy chlebek bananowy

Idealna propozycja na słodkie śniadanie (może na sobotę?) prosto z „Isa Does itIsy Chandry Moskowitz (Marbled Banana Bread, s. 268, dostępny także na stronie autorki).

Do przygotowania tego ciasta potrzebne są dwie sporej wielkości miski i jedno małe naczynie oraz forma do pieczenia typu keksówka (długość 20 – 25 cm).

Marmurkowy chlebek bananowy

  • 1 szklanka rozgniecionego, dojrzałego banana (ok. 3 sztuki)
  • ¾ szklanki cukru
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 2 Łyżki oleju roślinnego
  • ⅓ szklanki mleka roślinnego
  • 1 ½ szklanki mąki
  • ¾ łyżeczki sody do pieczenia
  • ¾ łyżeczki soli
  • 3 Łyżki kakao
  • 6 Łyżek gorącej wody
  • olej w spray lub olej do spryskania papieru

Nagrzać piekarnik do 180 °C. Formę do pieczenia wyłożyć papierem do pieczenia, spryskać olejem.

W dużej misce wymieszać banana wymieszać z cukrem, olejem, mlekiem roślinnym i ekstraktem waniliowym.

Dodać mąkę, sodę i sól. Wymieszać delikatnie, tak by wszystkie składniki się połączyły.

Do drugiej miski przełożyć około 1 szklankę ciasta.

W małym naczyniu rozmieszać kakao z 3 Łyżkami wrzącej wody. Mieszaninę dodać do drugiej miski (z 1 szklanką ciasta). Dobrze wymieszać.

Do pierwszej miski dodać pozostałe 3 Łyżki wody i dobrze wymieszać.

Do foremki nakładać na przemian po około ½ szklanki każdego rodzaju ciasta. Gdy całe ciasto będzie w foremce nożem do masła zamieszać ciasto kolistymi ruchami.

Piec 55 minut.

ok. 10 porcji

Marmurkowy chlebek bananowy

Danie z makaronu soba i pieczonego kalafiora z sosem z miso z tahini

Idea dania obiadowego podawanego w dużej misce, może wydawać się czymś niecodziennym, jednak autorka przepisu Isa Chandra Moskowitz na swojej stronie dokładnie opisuje czym jest taki posiłek:

Jeżeli jesteś wegetarianinem nieważne jak długo lub też tylko rzuciłeś okiem na menu w najbliższej po sąsiedzku kawiarni prowadzonej przez spółdzielnię, z pewnością już się spotkałeś z „Miską” . […] Podstawowe element budujące posiłek w misce to ziarna, zielenina, proteina i sos. Z reguły wszystkie elementy można przygotować w bardzo prosty sposób, za wyjątkiem sosu, który jest głównym komponentem smakowym.

Dalej następuje dokładna analiza poszczególnych składników posiłku w misce. Warto przeczytać cały wpis bo na samym końcu znajduje się przepis, zamieszczony także w książce „Isa does it” (Roasty Soba Bowl With Miso Tahini Dressign, s. 192) danie z makaronu soba i pieczonego kalafiora z sosem z miso z tahini.

Może połączenie składników wydawać się zbyt kojarzące się ze sklepem ze zdrową żywnością i daniami wegetariańskimi z lat 90tych ale wtedy nikt nie słyszał o makaronie sobą, paście miso i tahini. To połączenie składników nadaje się dobrze na obiad do pracy, jest smaczne w temperaturze pokojowej.

Soba z kalafiorem i sosem miso z tahini

  • 225 g makaronu sobą
  • 2 szklanki ugotowanej soczewicy zielonej lub brązowej
  • 1 średniej wielkości kalafior, pokrojony na duże kawałki
  • 1 Łyżka oliwy
  • ¼ łyżeczki soli
  • pieprz
  • Sos
    • ¼ szklanki jasnego miso
    • ¼ szklanki tahini
    • 1 ząbek czosnku
    • ½ do ¾ szklanki wody
  • Do podania
    • posiekana natka pietruszki, koperek, kiełki

Soba z kalafiorem i sosem miso z tahini

Rozgrzać piekarnik do 220 °C.

Przygotować makaron zgodnie z instrukcją na opakowaniu.

Gdy makaron będzie się gotował piec w piekarniku na papierze do pieczenia kalafiora skropionego oliwą, posypanego solą i pieprzem.

Piec kalafiora około 20 minut, w tym czasie raz przekręcają kawałki kalafiora w celu równomiernego upieczenia.

Ugotowany makaron przelać zimną wodą i odstawić do czasu, gdy kalafior będzie upieczony.

W blenderze zmiksować wszystkie składniki sosu zaczynając od dodania ½ szklanki wody. Jeżeli sos będzie za gęsty dodać pozostałe ¼ szklanki.

Podawać makaron w dużych i płytkich miskach, na wierzch układać soczewicę, kalafiora i polać sosem. Posypać ziołami.

4 porcje

Kaloryczność policzona dla 2 Łyżek natki na porcję.

Soba z kalafiorem i sosem miso z tahini

Sloppy Joes w stylu jerk z kremowym kokosowym szpinakiem

Sloppy Joes to amerykańska kanapka w bułce hamburgerowej z duszoną w pomidorowym sosie wołowiną. Ale w tym przepisie Isy Chandry Moskowitz („Isa does it” – Jerk Sloppy With Coconut Creamed Spinach, s. 94, dostępny także na blogu autorki) sloppy joe jest wegański a na dodatek przygotowany w jamajskim stylu jerk (czyli pikantnym, z dużą ilością korzennych przypraw) podany ze szpinakiem z mlekiem kokosowym i anyżem. Szaleństwo! Dla mnie to zbyt dużo przypraw, smaków i konsystencji, ale wiem, że osoby lubiące dania pochodzące z Półwyspu Indyjskiego będą zachwycone. No i w końcu, jak często można zjeść coś o jamajskich konotacjach? Ja jadłam pierwszy raz i było to dla mnie duże zaskoczenie.
W przepisie dokonałam (a jednak!) zmian – zamieniłam 500 g seitanu na 500 g przygotowanej tekstury sojowej drobnej (ok. 200 g przed przygotowaniem wg instrukcji na opakowaniu) i zmniejszyłam ilość oleju kokosowego z 4 do 2 łyżeczek, nieco zmniejszyłam ilość płatków papryki z ½ do ¼ łyżeczki.

jerk sloppy joes

  • Sloppy Joes:
    • 2 łyżeczki oleju kokosowego
    • 1 średnia cebula, pokrojona w średnią kostkę
    • ok. 500 g zrekonstruowanej, drobnej tekstury sojowej przygotowanej wg instrukcji na opakowaniu
    • 3 ząbki czosnku, posiekane
    • 1 Łyżka posiekanego świeżego imbiry
    • 2 Łyżki posiekanego świeżego tymianku
    • 1 Łyżka słodkiej papryki
    • ½ łyżeczki soli
    • ½ łyżeczki mielonego ziela angielskiego
    • ¼ łyżeczki płatków papryki
    • ⅛ łyżeczki cynamonu
    • pieprz
    • ok. 400 g puszka siekanych pomidorów
    • 2 Łyżki syropu klonowego
    • 1 Łyżka soku z limonki
    • 2 łyżeczki musztardy
  • Szpinak:
    • 2 łyżeczki oleju kokosowego
    • 2 ząbki czosnku, posiekane
    • ok. 500 g świeżego szpinaku, umytego, z usuniętymi łodygami
    • 1 szklanka mleka kokosowego
    • 2 gwiazdki anyżu
    • ¼ łyżeczki soli
  • Do podania
    • 6 bułek

Na dużej patelni rozpuścić 1 łyżeczkę oleju kokosowego i smażyć cebulę ze szczyptą soli, aż stanie się przezroczysta około 5 minut.

Na mniejszej patelni rozpuścić 2 łyżeczki szpinaku i smażyć 2 ząbki czosnku przez kilka sekund. Dodać szpinak i smażyć około 3 minut, aż wydostanie się z niego dużo płynu. Delikatnie odcedzić płyn, dodać mleko kokosowe, anyż i sól. Doprowadzić do wrzenia i gotować, często mieszając około 5 minut. Wyłączyć i odstawić na bok.

Do cebuli (duża patelnia) dodać teksturę sojową i smażyć około 10 minut, często mieszając.
Po tym czasie zrobić na dnie naczynia nieco miejsca, dodać czosnek i imbir i 1 łyżeczkę oleju, smażyć około 15 sekund a następnie wymieszać z teksturą i cebulą.
Dodać tymianek, paprykę, sól, ziele angielskie, płatki papryki, cynamon i pieprz. Wymieszać i smażyć chwilę.
Dodać pomidory, smażyć około 10 minut, często mieszając.
Dodać syrop klonowy, sok z limonki i musztardę. Gotować około minuty.

Podawać w podgrzanych bułkach, mieszanina z tekstury na dolną część bułki, na to szpinak i górna część bułki.

6 porcji

Kaloryczność policzona także dla bułki.

jerk sloppy joes