Słoneczna niedziela: zielony olej z pestek dyni

Słoneczna niedziela

Kilka słów o zielonym oleju z pestek dyni napisałam już poprzednim razem, omawiając kilka popularnych austriackich/wiedeńskich produktów spożywczych, ale zdecydowanie nie wyczerpałam tego tematu.

oleje - dynia, awokado, oliwa, rzepak

Na zdjęciu porównanie kilku olejów  – styryjskiego z pestek dyni, z awokado, oliwy z oliwek oraz rzepakowego. Jak widać olej z pestek dyni ma zdecydowanie najciemniejszy kolor, a jak ktoś się dobrze zacznie przyglądać, to w końcu sam nie będzie wiedział czy to jest zielony czy czerwony (a może po prostu brązowy?) olej. Dzieje się tak za sprawą dichromatyzmu, zjawiska optycznego. Kiedy warstwa oleju jest cienka wydaje nam się on zielony, kiedy jest gruba (na przykład w butelce) wydaje się ciemnoczerwony, bardzo dokładnie, nawet z wykresami, jest to opisane na Wikipedii, ja nie podejmuję się wyjaśnienia. Trzeba przyjąć, że tak po prostu jest.

Udało mi się znaleźć kilka artykułów naukowych (a jest ich zapewne kilkaset razy więcej) na temat tego oleju, ale jeden przeglądowy zawiera wszystkie niezbędne informacje a autorzy to nie tylko zawodowcy ale i lokalsi (localvorsi?), bo z Grazu, wiedzą o czym piszą!

„Nasiona i olej styryjskiej dyni oleistej: składniki i aktywność biologiczna” Gilbert O. Fruhwirth, Albin Hermetter

Po pierwsze styryjski olej nie jest robiony ze „zwykłej dyni” ale ze specjalnej odmiany Cucurbita pepo subsp. pepo var. Styriaca, która pojawiła się po raz pierwszy w Styrii w pierwszej połowie XIX wieku w wyniku spontanicznej mutacji, która pozbawiła praktycznie te nasiona łupin. A uczyniła to jedna zmiana w genie recesywnym! Co ciekawe, łupina nasienna jest tworzona normalnie w czasie rozwoju zarodka a następnie dochodzi do jej rozpadu. Dzięki temu olej jest łatwiej wytłoczyć i ma ten niezwykły kolor. Olej z pestek dyni odmiany dzikiej (czyli normalnej:) jest żółty i przezroczysty, opisany dichromatyzm nie jest obserwowany. Niestety coś za coś, miąższ tych dyni jest zbyt smaczny i zazwyczaj nie jest jedzony przez ludzi a przygotowywany jako pasza (bardzo nie-wegan:().

Dynie na olej zbierane są jesienią, do przygotowania 1 litra oleju wykorzystuje się 2,5 kilograma nasion, co pozyskiwane jest z 30 a nawet 40 dyń. Ziarna po oddzieleniu są suszone i mielone a następnie mieszane z wodą i solą. Taka mieszanina jest pieczona przez 60 minut w 100° C, co przyczynia się do powstania charakterystycznego zapachu oleju. Następnie z pulpy, po wysokim ciśnieniem, otrzymywany jest olej. Tak jak pisałam, ma on oznaczenie pochodzenia geograficznego, (jeżeli jest robiony w Styrii, ze styryjskich dyń), a produkcja tego oleju jest ważną częścią tamtejszej gospodarki.

Strona smakowa nie pozostawia żadnych wątpliwości, jak jednak piszą autorzy bark wiarygodnych badań dotyczących pozytywnego wpływu tego oleju na zdrowie. Co więcej, jak w przypadku wszystkich roślin, zawartość poszczególnych składników w dużej mierze zależy od warunków uprawy, a więc usłonecznienia, nawożenia, jakości gleby a nawet ilości opadów. Właściwości są podobne do właściwości zwykłego oleju z dyni – z pewnością olej ten charakteryzuje się wysoką zawartością kwasów tłuszczonych nienasyconych, tokoferoli i antyoksydantów oraz wpływa łagodząco w przypadku łagodnego przerostu stawu krokowego.

Pełne dane bibliograficzne oraz link do artykułu oryginalnego:

 

Słoneczna niedziela: mój wybór kulinarnych symboli Wiednia

Słoneczna niedziela

Myślę, że większość osób myśląc o Wiedniu i o jedzeniu w Wiedniu automatycznie myśli o sznyclu z sałatką ziemniaczaną, torcie Sahera i Kaffe Melange. Oczywiście, to wszystko można zjeść w Wiedniu bez problemu, także w wersji wegańskiej i zdecydowanie to są symbole austriackiej czy wiedeńskiej kuchni. Można dorzucać też inne potrawy jak strudel jabłkowy, omlet cesarski, kajzerkę, kulki Mozarta czy gulasz szegedyński, ale to do wymienionej pierwszej trójki należy wyobraźnia większości ludzi.

Szukając pomysłu na pierwszy wpis z cyklu „Słoneczna Niedziela” (w domyśle – słoneczna niedziela w Wiedniu) znalazłam zdjęcie, które zrobiłam niemal dokładnie rok temu. Wszystkie produkty kupiłam z myślą o oglądaniu meczu otwarcia Mistrzostw Europy 2012, ale jak widać, życie chciało inaczej. Mecz obejrzałam w barze na plaży nad Kanałem Dunajskim (chociaż było też wiele polskich klubów oferujących transmisję, jednak z Leopoldstadt gdzie mieszkałam nad Donaukanal było dużo bliżej) a przekąski przywiozłam do Warszawy, gdzie je sfotografowałam.

Patrząc z perspektywy czasu widzę, że udało mi się w jednej reklamówce zgromadzić produkty, które wyjątkowo kojarzą mi się z Wiedniem i myślę, że nie tylko mi (chociaż byłam pewna, że woda to Römerquelle). Dlaczego? Bo są bardzo popularne w takim regionie, bo tam i tylko tam są wytwarzane i w pewien sposób wiele mówią o historii Wiednia jak i Austrii w ogóle.

Wiedeńskie przysmaki na Euro 2012

Chyba pora dokładnie przeanalizować, co się znalazło na zdjęciu. Zdjęcia nie mojego autorstwa są podpisane :). Niestety, teraz jestem w Warszawie i nie mam jak zrobić zdjęć rzeczom, o których piszę, ale nie znaczy to, że one nie istnieją. Wszystkie zdjęcia są udostępniane na licencji Creative Commons.

Chipsy z zielonym olejem z pestek dyni

Jeżeli miałabym podać jeden i tylko jeden produkt charakterystyczny dla Austrii to będzie to zielony olej z pestek dyni ze Styrii (Kürbiskernöl). To prawda, taki olej tłoczony jest też w Słowenii, wynika to z faktu że Dolna Styria od 1918 roku należy do Słowenii. Styryjski olej z pestek dyni chroniony jest europejskim certyfikatem PDO, czyli chronioną nazwą pochodzenia. Oznacza to, że produkt jest wytwarzany w konkretnym regionie a nazwa tego miejsca zastrzeżona jest dla konkretnego produktu chronionego, i nie może być używana jako nazwa produktów wytwarzanych gdzie indziej lub według innych receptur. Produkcja surowców i cały proces wytwarzania produktu powinien odbywać się w miejscu wynikającym z jego nazwy. Tak jest w tym przypadku, co więcej nasiona pochodzą z lokalnej odmiany dyni Cucurbita pepo var. styriaca.

Kuerbiskernoel-mit-Flasche

By Wolf32at (Own work) [CC-BY-SA-3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)%5D, via Wikimedia Commons

Jak widać na zdjęciu – on naprawdę jest zielony. Czy to barwa tego oleju sprawiła, że flaga Styrii jest biało-zielona? Może nie, ale barwa tego oleju jest niezwykła a co więcej, jego smak też nieco różni się od dostępnego w Polsce pomarańczowego oleju z dyni. Zdecydowanie jest intensywniejszy (chociaż może dlatego, że jest po prostu wyższej jakości a ja nie trafiłam na dobry gatunkowo „zwykły” olej z dyni?). Ten rodzaj oleju nie jest przeznaczony do gotowania. W Wiedniu można zjeść dressingi z tym olejem, ziemniaki, szparagi a nawet lody waniliowe nim polane. Istne zielone szaleństwo.

Tak jest z tymi chipsami. Dostępne są w większości hipermarketów i jak widać wyprodukowane są przez duży koncern, więc ich cena nie zbija z nóg. Smak jest wyjątkowo delikatny, jak chipsów naturalnych. Ale brudzą palce na zielony kolor :).

Piwo jasne Ottakringer helles

No cóż, o smaku tego piwa nie jestem w stanie się wypowiedzieć, bo nie piję alkoholu, wypił je mój Mąż i niewiele więcej o samym napoju jestem w stanie powiedzieć, jednak znalazłam kilka entuzjastycznych recenzji w Internecie, co prawda amerykańskich, więc nie wiem czy można im ufać w zakresie kompetencji, amerykańskie piwa to zupełnie inna historia niż europejskie. Natomiast na pewno to piwo wyprodukowano w Wiedniu, w browarze o 175 letniej historii (od 1837 roku, w tym samym miejscu, w 16tej dzielnicy czyli Ottakring). Na zdjęciu budynek browaru.

Ottakringer Brauerei

By Xell (Own work) [GFDL (http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html), CC-BY-SA-3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/) or CC-BY-SA-2.5-2.0-1.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.5-2.0-1.0)%5D, via Wikimedia Commons

Woda mineralna Vöslauer

Podobno najpopularniejsza woda mineralna w Austrii. Tak jak i woda Römerquelle (jak sama nazwa wskazuje) woda Vöslauer była znana starożytnym Rzymianom (wiem, że okres Rzymski doczeka się osobnego wpisu, przecież jest Muzeum Rzymskie w Wiedniu!). Sama woda pobierana jest ze źródła w Bad Vöslau, miejscowości odległej od centrum Wiednia o niespełna 40 km, także jak najbardziej to także jest produkt lokalny.

Co do smaku wody – woda jak woda, co prawda woda w kranie jest znacznie lepsza. Może dlatego pierwsza mineralna butelkowana woda niegazowana została wprowadzona przez Vöslauer w 1998 roku (to nie pomyłka)? Wiedeńska kranówka płynie prosto z Alp (bez żadnych pomp i urządzeń, wykorzystany jest po prostu spadek grawitacyjny) i jak na warunki miejskie jest zadziwiająco miękka, przynajmniej dla kogoś przyzwyczajonego do warszawskiej wody. Podobnież, to jedna z najlepszej jakości wód wodociągowych na świecie i chyba nie pozostaje nic innego jak się z tym zgodzić. Dla ścisłości dodam, że w domu też piję wodę prosto z kranu, więc mam dobre porównanie. W Wiedniu w wielu miejscach, nie tylko uczęszczanych przez turystów ale też przy placach zabaw można znaleźć zainstalowane przez miejskie wodociągi automaty z wodą wodociągową. Niektóre z nich oferują też orzeźwiający prysznic z wodnej mgiełki, idealny na gorące dni. Oczywiście bezpłatnie.

Drink Water

Drink Water by Luminitsa, on Flickr / CC

Vöslauer reklamuje w 2013 roku Keira Knightley.

Wafelki Manner o smaku orzechowo-czekoladowym (Original Neapolitaner)

Czy mogą być bardziej wiedeńskie wafle? Te w logo mają katedrę Św. Szczepana a największy sklep tej sieci jest właśnie na placu przy katedrze (na zdjęciu poniżej). I produkowane są od 1898 roku, oczywiście w Wiedniu, także w dzielnicy Ottakring. Sama firma działa od 1890 roku. Myślę, że wiele osób pamięta te wafelki z lat ‘80tcyh lub wczesnych ‘90tych, kiedy były przywożone z Austrii i Niemiec przez osoby, które tam pracowały.

DSC00031.JPG - Manner Carriage in Vienna

Manner Carriage in Vienna by otzberg, on Flickr / CC

A tak ten sklep wygląda w środku.

Manner Wafer HQ -> happiness

Manner Wafer HQ by chad_k, on Flickr/ CC

A teraz najlepsza informacja! Te wafelki są najsmaczniejszymi wafelkami na świecie! Te wafelki są wegańskie! Tak samo wiele innych produktów firmy Manner. Na stronie internetowej producenta jest umieszczona ściągawka z listą wegańskich produktów. Nie pozostaje nic innego jak iść, wykupić wszystko i zajadać (jak Terminator! Czy Arnold Schwarzeneger też jest ich fanem? Jestem pewna, że tak). A tak serio, taniej niż w sklepie firmowym jest w Billi. Można je też kupić w Polsce w niektórych supermarketach (wiem o sieci Real) i oczywiście w niezawodnych miejscach z niemieckimi słodyczami i chemią gospodarczą.

I tak pierwsza edycja słonecznej niedzieli za mną. Zobaczymy dokąd mnie to zaprowadzi, chociaż to jest akurat pewne – do Wiednia!