Zupa soczewicowo-kokosowa

Ostatni przepis z „Poradnika dla Zielonych Rodziców” – tym razem niestety dla mnie kit nie hit (hitem jest zupa-krem z warzyw!). Dlaczego? Przepis jest bardzo nieprecyzyjny (kmin czy kimnek? różnica dość duża) a na dodatek wydaje mi się, że pominięto jeden ważny szczegół – odcedzenie wiórków po zmiksowaniu, chyba, ze używa się VitaMixa – wtedy koko-fusy nie pływają. Pomijając to, to jest to łagodna zupa o nieco indyjskim charakterze a „Poradnik” to bardzo wartościowa lektura.

Przepis w książce na stronie 184 oraz na stronie DDTVN z filmikiem.

Zupa soczewicowo-kokosowa

  • 1 szklanka czerwonej soczewicy
  • woda do namoczenia
  • 4 szklanki wody
  • 2 marchewki, pokrojone w plasterki
  • 1 liść laurowy
  • szczypta kurkumy
  • ⅓ łyżeczki zmielonej gorczycy
  • ⅓ łyżeczki zmielonego kminu
  • ⅓ łyżeczki soli
  • ⅓ łyżeczki sosu sojowego
  • ½ łyżeczki suszonego imbiru
  • Mleko kokosowe
    • ½ szklanki wiórek kokosowych
    • 1 ½ szklanki wody
  • Do podania
  • sok z ½ cytryny
  • 1 łyżeczka oleju

Soczewicę zalać wodą i pozostawić do namoczenia przez noc. Następnego dnia odcedzić, przepłukać i przełożyć do garnka i zalać 4 szklankami wody. Dodać marchewkę i przyprawy. Doprowadzić do wrzenia, zmniejszyć temperaturę i gotować, aż marchewka będzie miękka a soczewica ugotowana (około 20 minut).

W tym czasie przygotować mleko kokosowe – zmiksować wiórki z wodą, aż do uzyskania gładkiej konsystencji (moja rada – otrzymany płyn przed dodaniem do zupy przecedzić przez gazę).

Dodać mleczko do zupy, gotować razem kilka minut. Wyłączyć, dodać sok z cytryny i olej.

4 porcje

Zupa soczewicowo-kokosowa - kaloryczność

Reklamy

Vegan Lunch Box: aloo samosy z raitą ogórkową, zupa soczewicowo-marchewkowa

Ostatnio propozycja z „Vegan Lunch Box”, tym razem to „Indyjska przygoda” z rozdziału Lunch Box Adventure (s. 47). To dobry łącznik z kolejnymi wpisami dotyczącymi drugiej części „Vegan Lunch Box” czyli „Vegan Lunch Box around the World”, która jak wskazuje tytuł, zawiera propozycje inspirowane kuchniami z różnych stron świata. W oryginale zestaw ten składa się z:

  • aloo samosów (ziemniaczanych)
  • zupy z massur dal i marchewki
  • ogórkowej raity
  • cząstek świeżego mango i mandarynki z puszki.

Ja dokonałam kilku niewielkich zmian. Ze względu na (nie ma co tego nazywać inaczej) lenistwo oryginalne nadzienie ziemniaczane samosów zdecydowałam się owinąć w ciasto francuskie, przepis na raitę uprościłam i w efekcie zawierała tylko ogórka, jogurt naturalny (Joya zamiast tofu jedwabistego i śmietanki sojowej) sól i suszony koperek (zamiast asofetidy i gorczycy) a owoce zamieniłam na nektarynkę. Odchudziłam też nieco zupę, zmniejszając jak zwykle ilość tłuszczu a także dodałam od siebie sos mango (w końcu ten owoc musiał się gdzieś znaleźć), pasujący idealnie do samosów.

Samosy z ziemniakami, zupa z soczewicy i marchewki

Aloo samosas (samosy z ziemniakami i groszkiem)

Przepis w książce (Aloo samosas s.143) wykorzystuje coś w rodzaju kruchego ciasta, ja zdecydowałam się na użycie dwóch płatów ciasta francuskiego, ponieważ jestem dość sceptycznie nastawiona do kuchni indyjskiej nie czuję się z tą zamianą źle. Przepis na nadzienie znalazłam także opublikowany w Internecie.

  • 700 g ziemniaków, obranych i pokrojonych w grubą kostkę
  • ¾ szklanki mrożonego groszku
  • ½ łyżeczki mielonego kminu
  • ½ łyżeczki kurkumy
  • ¼ łyżeczki cayenne lub ostrej papryki
  • ½ łyżeczki soli
  • pieprz
  • 1 Łyżka posiekanej kolendry
  • 2 opakowania ciasta francuskiego podzielone na 12 kwadratowych (prostokątnych) porcji

Ugotować ziemniaki, gdy ziemniaki będą już dość miękkie dodać groszek. Warzywa odcedzić, wymieszać z pozostałymi składnikami i ostudzić.

Nadzienie podzielić na porcje. Nadzienie nakładać na kwadrat z ciasta francuskiego i formować i złożyć ciasto tak by powstał trójkąt.

Piec w piekarniku nagrzanym do 200° około 20 minut.

12 trójkątów

Zupa soczewicowo-marchewkowa

Ta zupa naprawdę jest smaczna i kremowa. Nie znalazłam przepisu w Internecie, w książce na stronie 118 (Massur Dal and Carrot Soup).

  • 1 łyżeczka oleju roślinnego
  • ½ średniej cebuli, posiekanej
  • 1 ząbek czosnku, posiekany
  • ½ łyżeczki kurkumy
  • 1 łyżeczka zmielonego kminu
  • ⅛ łyżeczki ostrej papryki
  • 1 szklanka czerwonej soczewic
  • 2 szklanki obranej i pokrojonej w średnią kostkę marchewki (1-2 średnie sztuki)
  • 4 szklanki wody
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 szklanka mleczka kokosowego light
  • 1 Łyżka soku z cytryny lub limonki

Na rozgrzanym oleju smażyć cebulę około 5 minut, często mieszając. Dodać czosnek i przyprawy, smażyć kolejną minutę ciągle mieszając.

Dodać soczewicę, marchewkę i wodę. Doprowadzić do wrzenia pod przykryciem a następnie zmniejszyć temperaturę i gotować pod przykryciem, aż marchewka będzie miękka a soczewica rozgotowana (około 30 minut).

Zupę zmiksować, dodać mleczko kokosowe i sól, lekko całość podgrzać (10 minut).

Dodawać sok z cytryny przed samym podaniem.

6 porcji

Jeżeli chodzi o kaloryczność, to niestety ciasto francuskie jest tutaj winne. Można je ominąć i zjeść sam farsz bez ciasta oszczędzając 400 kalorii. Albo zdecydować się tylko na 1 samosę (wtedy jest ich o 200 mniej).

Samosy i zupa z soczewicy - kaloryczność

Paluszki z soczewicy

Jak wiele razy pisałam o tym, że nie lubię indyjskiej kuchni? Oczywiście, wiem że nie ma czegoś takiego jak kuchnia indyjska, że każdy stan ma swoje zupełnie inne smaki a na dodatek to co emanuje z Wysp Brytyjskich na resztę Europy jest mocno przefiltrowane przez brytyjską historię i wiele „indyjskich” dań tam popularnych Indii właściwie nie widziało. A jednak dla mnie zawsze jest za dużo przypraw, za ostro, za tłusto i ciężko a na dodatek zupełnie nie tak. Może pojawić się pytanie (i ono też zawsze pojawia się u mnie) po co więc sięgam po kolejne indyjskie przepisy? Właśnie po to, żeby trafić na coś tak doskonałego jak te smażone paluszki (chociaż u mnie romby, bo użyłam niezbyt dobrego naczynia i ciężko było mi wydobyć długie paski) z mielonej soczewicy. Nie wiem czy takie przekąski jada się w Indiach, mi smak przypominał, nie to nie żart, kotlety rybne. Nie sądzę, żeby to był cel autorów przepisu Moniki Mrozowskiej i Macieja Szaciłło, ale tak właśnie owe paluszki smakują.

Przepis pochodzi z książki „Przemytnicy na wakacjach” (rozdział Indie, strona 122), w nieco okrojonej przyprawowej wersji można go znaleźć także w Internecie na blogu Corner with Recipes.

Nie odkryję wielkiej tajemnicy, że zamiast smażyć w głębokim tłuszczu usmażyłam na niewielkiej ilości oleju, bo chociaż to i tak bardzo oddala od założeń diety niskotłuszczowej to przynajmniej nie ma ryzyka poparzenia gorącym olejem.

Paluszki z soczewicy

  • ½ szklanki czerwonej soczewicy
  • 2 ½ szklanki wody
  • ½ szklanki sezamu
  • 3 ząbki czosnku, wyciśnięte
  • 1 łyżeczka kminu
  • ½ łyżeczki tymianku
  • ½ łyżeczki soli
  • ¼ łyżeczki pieprzu
  • olej

Soczewicę zalać 2 szklankami gorącej wody i pozostawić do namoczenia przez kilka godzin. Następnie soczewicę odcedzić i zmiksować w blenderze na jednolitą masę z ½ szklanki wody.

Masę przełożyć do garnka i gotować na wolnym ogniu często mieszając, aż masa zacznie odchodzić od ścianek. Dodać przyprawy i dobrze wymieszać.

Masę wylać do płaskiego (równe dno jest kluczowe), najlepiej prostokątnego pojemnika, uprzednio natłuszczonego, i pozostawić do wystygnięcia. Masa powinna mieć około 1 cm grubości.

Ostudzoną masę wyjąć (w jednym kawałku!) z formy i pokroić na plastry szerokości 1 cm. Tak przygotowane plastry smażyć na złocistobrązowy kolor na oleju.

8 porcji (ale łatwo zjeść wszystko na raz…)

Kaloryczność policzona dla nienamoczonej soczewicy i smażenia w ¼ szklanki oleju, ZŁO!

Paluszki z soczewicy - kaloryczność