Vegan Lunch Box: Japonia (nuggetsy z ryżem i marchewką)

Oczywiście w książce poświęconej lunchboxom nie mogło zabraknąć przepisów z Japonii. Kilka przykładowych menu znalazło się w „Vegan Lunch Box” ale w „Vegan Lunchbox around the World” został im poświęcony oddzielny rozdział a na dodatek w rozdziale poświęconym przybraniom w przystępny sposób opisano jako wykonać piękne jadalne ozdoby, niestety ja nawet nie podjęłam próby przygotowania rozetek z rzodkiewki i zjadłam rzodkiewki w całości.

Vegan lunch box Japonia

Zdecydowałam się na przygotowanie japońskiego bento numer 2 – onigiri bento (s. 45). W oryginalnym menu znalazły się:

  • onigiri czyli ryżowe kulki
  • wegańskie nuggetsy
  • stir-fry z glonów arame i marchewki z imbirem
  • rozetki z rzodkiewek
  • króliczki z jabłka.

Onigiri to kulki z kleistego ryżu (niezaprawianego) z ozdobami z glonów nori, ja jednak pozostałam na ugotowaniu ryżu. Rzodkiewki i jabłko pozostawiłam w całości a od siebie dodałam marynowany imbir i sos sojowy, natomiast glony z marchewką zamieniłam na smażoną marchewkę z sezamem z przepisu z magazynu goop Gwyneth Paltrow (kto by pomyślał). „Nuggetsy” to panierowane, ugotowane kotlety z tekstury sojowej – po przygotowaniu kotletów sojowych zgodnie z instrukcją na opakowaniu moczę je najpierw w mieszaninie skrobi kukurydzianej i wody (2 łyżki skrobi na ½ szklankę wody) a następnie obtaczam w bułce tartej i konwencjonalnie smażę na oleju na patelni – niezbyt zdrowo, ale jakie doznanie! Choć z pewnością można je upiec.

Marchewka z czarnym sezamem i imbirem

Nigdy nie spodziewałam się, że zainteresuje mnie przepis firmowany przez Gwyneth Paltrow. Do czasu, aż wypróbowałam pancakesy orkiszowo-gryczane. Od tamtej pory odwiedzam magazyn Internetowy Gwyneth Paltrow i, ku mojemu zaskoczeniu, często znajduję tam interesujące propozycje. Tak jest w przypadku tej smażonej marchewki (oryginalny przepis dostępny na stronie goop). Zmieniłam jedynie nieco ilość oleju i z 2 łyżek oliwy i kilku kropli oleju sezamowego na 1 łyżeczkę oleju sezamowego.

  • 1 łyżeczka oleju sezamowego
  • 2 łyżeczki świeżego startego imbiru
  • 4 duże marchewki, pokrojone w „zapałkę”
  • szczypta soli
  • ¼ szklanki wody
  • 1 łyżeczka sosu sojowego
  • 1 Łyżeczka czarnego sezamu

Na rozgrzanym oleju smażyć przez 30 sekund imbir. Dodać marchewkę i dobrze wymieszać. Dodać sól i wodę.

Zmniejszyć ogień i gotować marchewki około 5 minut, aż staną się miękkie a płyn odparuje. Dodać sos sojowy i sezam, dobrze wymieszać.

4 porcje

Kaloryczność policzyłam dla generycznych, kupowanych zamrożonych amerykańskich wegańskich nuggetsów, ponieważ w bazie, z której korzystam, nie ma tekstury sojowej.

Zestaw japoński - kaloryczność

 

Reklamy

Vegan Lunch Box: aloo samosy z raitą ogórkową, zupa soczewicowo-marchewkowa

Ostatnio propozycja z „Vegan Lunch Box”, tym razem to „Indyjska przygoda” z rozdziału Lunch Box Adventure (s. 47). To dobry łącznik z kolejnymi wpisami dotyczącymi drugiej części „Vegan Lunch Box” czyli „Vegan Lunch Box around the World”, która jak wskazuje tytuł, zawiera propozycje inspirowane kuchniami z różnych stron świata. W oryginale zestaw ten składa się z:

  • aloo samosów (ziemniaczanych)
  • zupy z massur dal i marchewki
  • ogórkowej raity
  • cząstek świeżego mango i mandarynki z puszki.

Ja dokonałam kilku niewielkich zmian. Ze względu na (nie ma co tego nazywać inaczej) lenistwo oryginalne nadzienie ziemniaczane samosów zdecydowałam się owinąć w ciasto francuskie, przepis na raitę uprościłam i w efekcie zawierała tylko ogórka, jogurt naturalny (Joya zamiast tofu jedwabistego i śmietanki sojowej) sól i suszony koperek (zamiast asofetidy i gorczycy) a owoce zamieniłam na nektarynkę. Odchudziłam też nieco zupę, zmniejszając jak zwykle ilość tłuszczu a także dodałam od siebie sos mango (w końcu ten owoc musiał się gdzieś znaleźć), pasujący idealnie do samosów.

Samosy z ziemniakami, zupa z soczewicy i marchewki

Aloo samosas (samosy z ziemniakami i groszkiem)

Przepis w książce (Aloo samosas s.143) wykorzystuje coś w rodzaju kruchego ciasta, ja zdecydowałam się na użycie dwóch płatów ciasta francuskiego, ponieważ jestem dość sceptycznie nastawiona do kuchni indyjskiej nie czuję się z tą zamianą źle. Przepis na nadzienie znalazłam także opublikowany w Internecie.

  • 700 g ziemniaków, obranych i pokrojonych w grubą kostkę
  • ¾ szklanki mrożonego groszku
  • ½ łyżeczki mielonego kminu
  • ½ łyżeczki kurkumy
  • ¼ łyżeczki cayenne lub ostrej papryki
  • ½ łyżeczki soli
  • pieprz
  • 1 Łyżka posiekanej kolendry
  • 2 opakowania ciasta francuskiego podzielone na 12 kwadratowych (prostokątnych) porcji

Ugotować ziemniaki, gdy ziemniaki będą już dość miękkie dodać groszek. Warzywa odcedzić, wymieszać z pozostałymi składnikami i ostudzić.

Nadzienie podzielić na porcje. Nadzienie nakładać na kwadrat z ciasta francuskiego i formować i złożyć ciasto tak by powstał trójkąt.

Piec w piekarniku nagrzanym do 200° około 20 minut.

12 trójkątów

Zupa soczewicowo-marchewkowa

Ta zupa naprawdę jest smaczna i kremowa. Nie znalazłam przepisu w Internecie, w książce na stronie 118 (Massur Dal and Carrot Soup).

  • 1 łyżeczka oleju roślinnego
  • ½ średniej cebuli, posiekanej
  • 1 ząbek czosnku, posiekany
  • ½ łyżeczki kurkumy
  • 1 łyżeczka zmielonego kminu
  • ⅛ łyżeczki ostrej papryki
  • 1 szklanka czerwonej soczewic
  • 2 szklanki obranej i pokrojonej w średnią kostkę marchewki (1-2 średnie sztuki)
  • 4 szklanki wody
  • 1 łyżeczka soli
  • 1 szklanka mleczka kokosowego light
  • 1 Łyżka soku z cytryny lub limonki

Na rozgrzanym oleju smażyć cebulę około 5 minut, często mieszając. Dodać czosnek i przyprawy, smażyć kolejną minutę ciągle mieszając.

Dodać soczewicę, marchewkę i wodę. Doprowadzić do wrzenia pod przykryciem a następnie zmniejszyć temperaturę i gotować pod przykryciem, aż marchewka będzie miękka a soczewica rozgotowana (około 30 minut).

Zupę zmiksować, dodać mleczko kokosowe i sól, lekko całość podgrzać (10 minut).

Dodawać sok z cytryny przed samym podaniem.

6 porcji

Jeżeli chodzi o kaloryczność, to niestety ciasto francuskie jest tutaj winne. Można je ominąć i zjeść sam farsz bez ciasta oszczędzając 400 kalorii. Albo zdecydować się tylko na 1 samosę (wtedy jest ich o 200 mniej).

Samosy i zupa z soczewicy - kaloryczność

Vegan Lunch Box: paluszki „rybne” z tofu z frytkami

Kolejny zestaw z książki „Vegan Lunch Box”. Tym razem wybrałam propozycję z rozdziału Rise & Shine (zestaw numer 7, s. 22) – w zamyśle autorki książki, w rozdziale tym zamieszczono propozycje do przygotowania rano, w dni, w które ma się rano nieco więcej czasu, jednak realnie szacując ilość niezbędnego czasu najlepiej wszystko przygotować dzień wcześniej. Taki zestaw dobrze się sprawdzi także na domowy obiad. Oryginalny zestaw obejmuje:

  • paluszki „rybne” z tofu
  • tatter tots (mrożone, smażone w głębokim tłuszczu piure ziemniaczane)
  • sos koktajlowy lub ketchup
  • brokuły gotowane na parze
  • cząstki grejpfruta.

Główna zmiana to zamiana tatter tots na frytki – też mrożone, też z ziemniaków i można je upiec w piekarniku jednocześnie z paluszkami z tofu. Sos koktajlowy przygotowałam mieszając ½ szklanki majonezu sojowo-makaronowego (to mój sprawdzony przepis, więc często go przygotowuję) z 3 łyżkami ketchupu i posiekanymi korniszonami (8 sztuk). Obecność wyłuskanych z białych osłonek cząstek grejpfruta nie powinna dziwić to lunch box przyjazny dla dzieci.

Paluszki "rybne" z tofu z frytkami

Paluszki „rybne” z tofu

Same paluszki z tofu (Tofu Fish Sticks, s. 182) są naprawdę smaczne i na gorąco i na zimno. Wymienione w oryginale, jako składnik panierki granulki glonów zamieniłam na zmielone 2 arkusze nori. Po wykorzystaniu całego tofu pozostało mi nadal dużo panierki (około 40%), zdecydowałam się na jej zamrożenie i wykorzystałam w innym czasie. Innym rozwiązaniem jest dodanie około 200 gramów tofu. Przepis na paluszki „rybne” z tofu dostępny jest także w Internecie, w serwisie chow.com.

  • Sypkie składniki:
    • ⅔ szklanki mąki kukurydzianej (żółtej, drobno mielonej)
    • ⅔ szklanki płatków migdałowych
    • 2 łyżeczki suszonej papryki
    • 2 zmiksowane na proszek arkusze nori
    • 2 łyżeczki soli
    • ½ łyżeczka suszonej cebuli
    • ¼ łyżeczki suszonego koperku
    • pieprz
  • ⅔ szklanki niesłodzonego mleka sojowego
  • 450 gramów tofu, odsączonego
  • 1 Łyżka oliwy
  • 1 cytryna do podania, pokrojona na cząstki

Piekarnik rozgrzać do 200° C.

Blachę do pieczenia wyłożyć papierem posmarowanym 1 łyżeczką oliwy.

W czasie, gdy piekarnik będzie się nagrzewał wymieszać wszystkie sypkie składniki i zmielić je w robocie kuchennym. Mieszanina powinna przypominać grubo mieloną mąkę. Mieszaninę przełożyć do szerokiego naczynia.

W drugim płaskim, ale wystarczająco głębokim, naczyniu przygotować mleko sojowe.

Tofu pokroić na plastry, przypominające paluszki rybne.

Plastry tofu zanurzać w mleku sojowym a następnie obtaczać w mieszaninie suchych składników. Przygotowane paluszki kłaść na blasze do pieczenia. Po przygotowaniu i przełożeniu na blachę wszystkich paluszków, spryskać lub posmarować je 2 łyżeczkami oliwy.

Piec w piekarniku nagrzanym do 200° C przez 15 minut, po czym paluszki przewrócić na drugą stronę i piec kolejne 15 minut.

Podawać z cząstkami cytryny.

4 porcje

Kaloryczność policzona dla takich proporcji składników panierki jak w przepisie, 100 g frytek i 100 g brokuła w porcji. Jest to wartość przybliżona dla majonezu, wybrałam gotowe wartości dla majonezu zrobionego z tofu i podejrzewam, że zawierającego znacznie więcej tłuszczu niż ten, którego używam, ale majonez tak czy inaczej nie jest zbyt zdrowy.

Paluszki z tofu i frytki - kaloryczność

Vegan Lunch Box: bajgiel z kremowym serkiem, marchewka z fasolką szparagową

To wyjątkowo prosty zestaw (zestaw numer 5 z rozdziału Quick and Easy, s. 8, „Vegan Lunch Box„). W oryginalnej wersji lunchbox zawiera:

  • mini-bajgle z kremowym serkiem wegańskim
  • marchewka i fasolka szparagowa z estragonowym winegretem
  • czerwone winogrona
  • crackersy w kształcie zwierząt lub ciasteczka w kształcie liter

W moim zestawie prawie udało się wszystko zmieścić. Co prawda użyłam dużego bajgla (z Marks & Spencer, ostatnio z przerażeniem odkryłam, że istnieją bajgle ze smalcem, o mało takiego raz nie kupiłam w Zielonym Jazdowie), zamiast czerwonych kupiłam zielone winogrona a ciasteczek w wymienionych kształtach nie widziałam na oczy (zamiast tego ciasteczka Tutku), ale „duch” lunchboxa został utrzymany. Ponieważ użyłam serka z migdałów (z dodatkiem kiełków), zdecydowałam się dodać napój sojowy (shake waniliowy Joya) dla zwiększenia ilości białka (chociaż nie wiem czy to było konieczne, na pewno smaczne;).Bajgiel z kremowym serkiem

Marchewka i fasolka szparagowa z estragonowym winegretem

Poniżej proporcje dla 1 osoby ale z łatwością można je multiplikować. Nie zaskoczę nikogo, zmniejszyłam ilość oliwy do 1 łyżeczki (co nadal jest sporą ilością ale bez oliwy nie ma winegretu). W książce na stronie 98 (Green Beans and Carrots in a Tarragon Vinaigrette).

  • 3 marchewki baby albo 1 średnia marchewka, pokrojona w zapałkę
  • 1 garść zielonej fasolki szparagowej
  • ½ łyżeczki musztardy Dijon
  • 1 Łyżka soku z cytryny
  • 1 łyżeczka oliwy
  • ½ łyżeczki suszonego estragonu albo 1 łyżeczka świeżego, posiekanego
  • sól i pieprz

Vegan Lunchbox: zupa z pieczonych pomidorów z bazylią

Koniec września to prawdopodobnie ostatni moment na przygotowanie w sensowny sposób tej zupy, przez następne 6 miesięcy ciężko będzie znaleźć 3 kilogramy pomidorów, które mają jakikolwiek smak i zapach, choć nieco zbliżony do pomidorowego. W przypadku zupy nie dokonałam żadnych zmian znaczących w stosunku do oryginalnego przepisu, natomiast sam zestaw zawarty w lunchboxu nieco zmieniłam. W oryginalnej wersji, pochodzącej z książki „Vegan Lunch Box” (zestaw 2 z rodziału „Ready and waiting”, s. 28) lunchbox zawierał:

  • porcję zupy z pieczonych pomidorów z bazylią
  • krakersy z plastrami wegańskiego sera
  • porcję mieszanki studenckiej
  • ryżowe ciasteczka z masłem z nerkowców (Cashew Crispy Squares, s. 234).

Uznałam, że krakersy i dmuchany ryż oraz mieszanka studencka i masło z nerkowców na raz to za dużo, zdecydowałam się na krakersy ryżowe i mieszankę studencką, ale żeby zestaw nie był pozbawiony żadnych słodkich akcentów dodałam banana. Nie dysponowałam także wegańskim serem (o dużym udziale takich składników pisałam już w recenzji książki), zdecydowałam się go zastąpić pastą „serową” z ciecierzycy Chick Cheeze Spread z „Uncheese Cookbook” (przepis zamieściłam w blogu na bloxie). Moim zdaniem pasta bardzo dobrze pasowała do zupy a dzięki temu (jeżeli nie liczyć pasty miso w paście) cały zestaw nie zawierał soi. Podsumowując moja wersja zestawu wyglądała tak (i mam nadzieję, że to nie wzbudzi żadnych kontrowersji, bo nie to jest moim celem, jestem świadoma machinacji wielkich korporacji, ale nie jestem osobą, która zawsze unika używania takich produktów):

  • porcja zupy z pieczonych pomidorów z bazylią
  • 2 krakersy ryżowe
  • porcja mieszanki studenckiej ( ½ opakowania gotowej mieszanki Bakalland Up! z żurawiną, orzechami makadamia i rodzynkami)
  • porcja pasty „serowej” z ciecierzycy (4 łyżki, na zdjęciu jest cały słoiczek)
  • 1 banan

Vegan lunchbox: zupa z pieczonych pomidorów z bazylią

Zupa z pieczonych pomidorów z bazylią

Ta zupa ma niesamowity smak, warto ją zrobić nawet na niedzielny obiad. Przepis w książce (Roasted Tomato Basil Soup) na stronie 121, dostępny także w serwisie chow.com, za którym podaję (pominęłam jedynie dodatek płatków chili, moim zdaniem po zmiksowaniu zupa byłaby stanowczo za ostra, ale ja nie przepadam za pikantnym jedzeniem i minimalnie zmniejszyłam ilość oliwy).  Dobrze byłoby też zredukować ilość soli do 1 łyżeczki no i ilość oliwy.

  • 2 ½ – 3 kg pomidorów, przekrojony na pół wzdłuż
  • ¼ szklanki oliwy
  • 1 Łyżka soli
  • ½ średniej cebuli, posiekane
  • 1 ząbek czosnku, posiekany
  • 2 szklanki liści bazylii
  • ½ łyżeczki suszonego tymianku
  • 1 szklanka wody (lub więcej, jeżeli zupa będzie za gęsta)

Piekarnik nagrzać do 200° C.

Pomidory w dużej misce wymieszać z większością oliwy (pozostawić 1 łyżeczkę oliwy) i solą.  Pomidory rozłożyć na blasze do pieczenia rozkrojoną stroną do dołu. Piec 50 minut.

Gdy pomidory będą upieczone w garnku rozgrzać pozostałą oliwę, dodać cebulę i smażyć około 10 minut, często mieszając. Dodać czosnek i smażyć kolejną minutę. Dodać pomidory i płyn, który w czasie pieczenia się z nich wydzielił, bazylię i tymianek oraz wodę. Gotować całość około 15 minut, następnie wszystko zmiksować na gładką masę.

8 porcji

Pomijając oszałamiającą ilość soli i tłuszczu w zupie i w paście (pasta miso jest bardzo słona, i tu i tu jest olej bądź oliwa) to ten lunch prezentuje się bardzo dobrze jako źródło minerałów i witamin. Na pewno zrobię tę zupę jeszcze ale tylko z 1 łyżką.

Kaloryczność całego zestawu przedstawionego na zdjęciu.

Vegan lunchbox: zupa z pieczonych pomidorów - kalorycznośc

Vegan Lunchbox: kiełbaski w cieście i gotowane warzywa

Pierwsza propozycja z książki „Vegan Lunch Box”  to zestaw numer cztery z rozdziału „Quick and easy” (s. 7).

W oryginale kiełbaski zapiekane są w cieście podobnym do kruchego, ale zrobienie ciasta wykracza, przynajmniej w moim rozumieniu, poza terminy proste i szybkie, dlatego zdecydowałam się na wykorzystanie gotowego ciasta francuskiego. Paradoksalnie większość gotowych ciast francuskich dostępnych w sklepach jest wegańska, trzeba dokładnie czytać skład czy nie ukrywają się w nim jakieś mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych, ale generalnie zasada jest taka – im ciasto tańsze tym większa szansa na wegańskość. Bez trudu można znaleźć takie ciasto w Tesco, Lidlu czy Biedronce. W tej kwestii bardzo polecam bloga Wegańskie Pyszności, gdzie autorzy gromadzą wegańskie produkty dostępne w popularnych sieciach handlowych. Osoby, które chcą pozostać wierne oryginałowi polecam przepis na kiełbaski w cieście z „Vegan Lunch Box” zamieszczony w serwisie chow.com. Ja na 4 kiełbaski zużyłam około połowy ciasta z opakowania 275 gramowego. Użyłam kiełbasek Polsoi, ale z pewnością każde parówki lub kiełbaski roślinne będą sprawdzały się tak samo.

Może zjadanie mrożonych warzyw, kiedy jest jeszcze sezon na surowe wydawać się nie najlepszym pomysłem, ale jeżeli ma być szybko i prosto to w ten sposób odpadają obowiązki związane z obieraniem i krojeniem.  Autorka zestawu zostawia dowolność ketchup lub musztarda, ale po co się ograniczać kiedy można użyć obydwu? Albo żeby było jeszcze łatwiej i szybciej gotowej musztardowo-ketchupowej mieszanki? To oczywiście kwestia indywidualnych upodobań. Jako ciasteczka wybrałam Oreo. Przez pewien czas w Polsce była dostępna wersja z serwatką, co jest o tyle dziwne, że w USA Oreo są dostępne tylko w wersji wegańskiej. Na szczęście od jakiegoś czasu do Polski też trafiają bezmleczne Oreo i można zjadać słodycze wypełnione syropem glukozowo-fruktozowym i innymi wegańskimi ale zupełnie niezdrowymi składnikami.

Vegan Lunchbox - kiełbaski w cieście

Co znalazło się w moim lunchboxie:

  • 2 kiełbaski  sojowe w cieście francuskim
  • 1 Łyżka ketchupu i 1 Łyżka musztardy
  • 100 g ugotowanych mrożonych warzyw (mieszanka marchewki, brokuła i kalafiora)
  • kiwi
  • 2 oreo
  • 250 ml mleka sojowego czekoladowego

Porcja naprawdę jest duża i taki lunch raczej sugeruje, że po powrocie do domu co najwyżej sałatka zostaje na liści „do zjedzenia”, tak jak napisałam wczoraj dominują półprodukty i  produkty wysokoprzetworzone. Jednak wydaje mi się, że jeżeli nie ma się czasu na pieczenie własnego chleba na zakwasie i suszenie pomidorów z własnego ogródka w słońcu Toskanii a tak naprawdę nigdy się nie ma czasu na cokolwiek (czyli jak 99% populacji) to jest to rozwiązanie kompromisowe, lepsze niż poszukiwanie baru z falaflami czy rzucanie się na niewegańskie batony w akcie głodowej desperacji. Policzyłam kaloryczność dla tego zestawu, jednak są to dane przybliżone, bo w bazie, z której korzystam (amerykańskie nutrition data) nie ma danych dotyczących polskich produktów, więc musiałam wybrać „generyczne” bezmięsne kiełbaski, niemniej jednak dane porażają, tym lunchem można się objeść i przejeść. Dobra wiadomość – taki zestaw dzięki kiwi to blisko 200% dziennego zapotrzebowania na witaminę C. Opcja z jedną kiełbaską w zestawie jest nie tylko mniej kaloryczna o około 30%, w takim przypadku 1 opakowanie kiełbasek starcza na 4 lunchboxy.

Kaloryczność - duży zestaw

Kaloryczność – duży zestaw

Kaloryczność - mały zestaw

Kaloryczność – mały zestaw

A tak wygląda lunchbox z kiełbaskami/parówkami w cieście na blogu „Vegan Lunch Box” (wpis z 2005 roku, bardzo archiwalny dziś już).

 

“Vegan Lunch Box” Jennifer McCann

W przypadku tej książki nie ma zaskoczenia, autorka bloga „Vegan Lunch Box” napisała książkę całą poświęconą…wegańskim lunchboxom (Jennifer McCann, Vegan lunch box : 130 amazing, animal-free lunches kids and grown-ups will love!, Da Capo Press 2008, 280 stron). Może się wydawać, że taka publikacja nie jest potrzebna albo przynajmniej niezbyt wartościowa, bo przecież spakowanie drugiego śniadania czy lunch do pracy to żaden problem, ale każdy kto przez 5 dni z rzędu jadł smutne kromki z plastrem wędliny sojowej czy dwoma „mazami” hummusu uzna podtytuł zapowiadający ponad 100 różnych lunchboxowych menu za obiecujący i doceni zarówno składniki tworzące często zaskakujące kompozycje smakowe jak i prostotę przygotowania takich „wynosów”. Żeby wszystko ułatwić książka podzielona jest na dwie części – w pierwszej otrzymujemy kilkadziesiąt menu podzielonych według stopnia trudności, w drugiej przepisy podzielone już standardowo na przystawki i przekąski, sałatki i dressingi, zupy i gulasze, kanapki, dania główne i dodatki, pieczywo, słodycze i napoje. Zebrane w wymienione grupy przepisy można dowolnie wymieniać i komponować ze sobą, ale naprawdę warto, przynajmniej na początek, wybrać konkretne menu i skomponować je według wskazówek, bo każdy z zestawów został tak skomponowany przez autorkę książki, by znalazło się w nim wszystko to co powinno z punktu widzenia zdrowego odżywiania (chociaż nie wiem czy duża ilość zamienników mięsa i półproduktów jest zdrowa…chociaż mając w pamięci program Jamiego Olivera o szkolnych stołówkach to jedno jest pewne – wszystko jest lepsze od jedzenia w nich serwowanego).

Vegan Lunch Box

Menu podzielone są według czasu potrzebnego na przygotowanie danego śniadania – quick and easy to śniadanie szybkie i nieskomplikowane do przygotowania, rise and shine to propozycje dla osób, które, mają nieco więcej wolnego czasu rano lub po prostu wcześniej wstają, ready and waiting to lunch czekający na nas przez noc w lodówce, ale wymagający włożenia nieco kuchennej pracy dzień wcześniej. Dodatkowo jeden rozdział poświęcony jest lunchboxom z daniami z różnych części świata (japońskimi, angielskimi, greckimi, etiopskimi, meksykańskimi, tajskimi, indyjskimi i francuskimi) oraz jeden rozdział poświęcony lunchom na specjalne okazje, czyli propozycje na urodziny, Święta Bożego Narodzenia, Wielkiej Nocy, ale też Walentynki, Halloween czy nawet równonoc jesienną.

Przepisy są napisane i zaprezentowane w przystępny sposób, nie ma w nich rażących błędów (a przynajmniej ja ich nie znalazłam) jak zgubione składniki a co najważniejsze naprawdę są łatwe do wykonania. Wadą jest obecność wielu wyskoprzetworzonych i niedostępnych składników (a przynajmniej nie ogólnie dostępnych) w Polsce, książka jest adresowana do amerykańskiego czytelnika i prawdopodobnie wspomniane produkty na tamtym rynku są dość powszechne. Oczywiście, książka też celuje w amerykańskie smaki i niektóre potrawy są dla nas (przynajmniej dla mnie) absolutnie obce, ale przygotowując 5 różnych lunchboxów w każdym przypadku otrzymałam smaczny (mimo, że to dania skierowane dla dzieci) i bardzo sycący zestaw. W wielu przypadkach wspomniane wysokoprzetworzone produkty można zastąpić domowej produkcji np. kremowy serek typu Toffutti  twarożkiem z migdałów lub nerkowców.

Dla niektórych wadą może być brak zdjęć i niezbyt ciekawa szata graficzna (polecam przejrzenie książki w serwisie google books lub na amazon.com), ale jak wspomniałam na początku wpisu, autorka książki jednocześnie prowadzi bloga, na którym zaprezentowała niemalże wszystkie lunchboxowe menu, które trafiły do książki, można więc skonfrontować się z nimi jak i z dziesiątkami zdjęć w blogosferze, ponieważ pojawienie się tej książki 5 lat temu wywołało naprawdę spore zamieszanie w świecie anglojęzycznych wege-blogerów. Muszę podkreślić, że zainteresowanie to było w pełni uzasadnione. Oczywiście, częściowo wynikało to z eksplozji bentomanii w tamtym okresie ale nie da się zaprzeczyć, że książka jest ciekawa i bardzo pomocna do komponowania drugich śniadań do pracy czy szkoły, ale też i obiadów na co dzień. Pomimo wad związanych z wykorzystaniem produktów wysokoprzetworzonych lub niedostępnych w Polsce, myślę, że to doskonała pozycja odpowiadająca na pytanie „to co ty właściwie jesz?” bo takiego lunchu wszyscy w pracy będą zazdrościli. I koniecznie odwiedźcie stronę autorki książki the Magical Loaf Studio – wygeneruje za was przepis na wegańską pieczeń!

Linki:

Blog Jennifer McCann „Vegan Lunch Box”

Strona książek z serii „Vegan Lunch Box”

Blog Jennifer McCann z przepisami „Shmooed Food”

Strona „The Magical Loaf Studio”