Słoneczna niedziela: Erdäpfelgulasch –austriacki gulasz ziemniaczany

Słoneczna niedzielaJasna sprawa za oknem wcale nie jest słonecznie. Jest zupełnie nie-słonecznie, ale jakoś ten cykl trzeba było nazwać. I na taką nie-słoneczną pogodę znalazłam idealny przepis prosto z austriackiej książki Österreich vegetarisch” Katharin Seiser i Meinrada Neunkirchnera . Jak sama nazwa wskazuje książka jest o kuchni austriackiej i wegetariańskiej. Książka jest przepięknie wydana (na niemieckim amazonie można trochę podejrzeć, w tym przytaczany przeze mnie przepis) a wspomniany przepis to gulasz ziemniaczany – bardzo prosty do wykonania, przygotowywany z łatwo dostępnych składników (jogurt lub śmietanka są opcjonalne, bez nich można wszystkie składniki kupić w pobliskim dyskoncie), wymagający długiego gotowania i ze złożonym smakiem wprost idealnym na pochmurne, deszczowe i chłodne dni (przed)wiośnia.

erdeapfelgulash01Erdäpfelgulasch

W samym przepisie zmniejszyłam ilość oleju z 5 Łyżek na 1 Łyżkę (użyłam oleju rzepakowego tłoczonego na zimno), użyłam 2 czerwonych i 2 żółtych cebul, które razem ważyły 500 g, zamiast octu z białego wina użyłam octu z czerwonego wina, zmniejszyłam ilość soli o połowę oraz dodałam 3 szklanki wody (w przepisie ilość wody nie jest sprecyzowana).

1 Łyżka oleju roślinnego o łagodnym smaku

500 gramów cebuli, obranej i drobno pokrojonej

3 ząbki czosnku, posiekane

½ łyżeczki mielonego kminku

½ łyżeczki suszonego majeranku

2 łyżeczki słodkiej papryki1

1 ½ łyżeczki soli

1 łyżeczka octu winnego

1 łyżeczka przecieru pomidorowego

500 gramów obranych ziemniaków i pokrojonych na spore kawałki

3 szklanki wody

Jogurt sojowy lub śmietanka sojowa do podawania

Na dużej patelni lub w garnku rozgrzać olej, wrzucić cebulę i smażyć na małym ogniu 20 minut często mieszając.

Dodać czosnek i przyprawy, dobrze wymieszać. Dodać ocet winny, ½ szklankę wody i przecier pomidorowy, smażyć kolejne 10 minut.

Dodać ziemniaki i 2 ½ szklanki wody (albo tyle, by ziemniaki były przykryte). Przykryć i gotować 40 minut.

4 porcjeerdeapfelgulash02

Kaloryczność podana bez śmietanki lub jogurtu roślinnego.

erdeapfelgulasnd

Słoneczna niedziela: alpejskie produkty z dyskontu

Słoneczna niedziela

Wiem, że nie tylko ja ucieszyłam się z „Tygodnia alpejskiego” zorganizowanego przez jeden popularnych dyskontów. Oprócz szeregu absolutnie niewegańskich produktów, udało mi się jednak wybrać kilka interesujących. Chociaż tylko jeden z nich wyprodukowany został w Austrii to wszystkie one doskonale pasują do tematyki cyklu „Słoneczna niedziela”, bo wszystkie są w Austrii często spotykane.

Tydzien alpejski

Udało mi się kupić:

  • chipsy jabłkowe (plasterki suszonych jabłek ze Styrii)
  • duże precle z solą (oznaczone jako produkt odpowiedni dla wegan i wegeteraian)
  • olej rzepakowy bio (tłoczony na zimno)
  • złoty syrop z buraków cukrowych (jasna melasa)
  • konfitura z owoców dzikiej róży

Chipsy jabłkowe ze Styrii

Jedyny austriacki produkt w zestawieniu, ale za to z określonym dokładnym pochodzeniem. Pisałam już o Styrii w kontekście zielonego oleju z pestek dyni, jednak dynia to nie jedyne uprawy w tym, nie bez przyczyny nazywanym „zielonym sercem Austrii”, regionie – jest to także teren, na którym produkuje się najwięcej jabłek w Austrii (ponad 75% rocznej produkcji jabłek). Jabłka z tego regiony charakteryzują się wysoką jakością, jestem jednak pewna, że nic nie może się równać z jabłkami z okolic Tarczyna czy Grójca (gdzie produkowane są chronione jako produkt tradycyjny oraz znakiem chronionego pochodzenia geograficznego jabłka grójeckie, ale to oczywiście inna historia). A same chipsy jabłkowe – bardzo smaczne, nieco chrupiące ale jednak cały czas miękkie.

Tydzien alpejski

Precle z solą

Super-duże precle posypane solą w dużych kryształkach, bardzo chrupiące ale i bardzo słone. Precle popularne są w Austrii tak samo jak we wszystkich krajach niemieckojęzycznych (czyli też w Szwajcarii ale i Alzacji i Południowym Tyrolu), ale nie słyszałam nigdy o żadnych austriackich specjalnych rodzajach precli. Po prostu są tam popularne. Co do tego, czy piekarze (albo mnisi, albo mnisi-piekarze) ocalili Wiedeń przed Turkami dzięki preclom czy croisantom (zanim stały się croisantami i nazywały się Kipferl) nie ma zgodności. Z pewnością dlatego, że sytuację uratował Jan III Sobieski a nie mączne wypieki. Jeżeli już pojawił się motyw Odsieczy wiedeńskiej i Bitwy pod Wiedniem, to w tym roku mija (a dokładniej minęła 12 września) jej 330 rocznica. Jest co świętować, aczkolwiek w Wien Museum część ekspozycji poświęcona temu zdarzeniu jest dość mała to w mieście są wyraźne ślady tamtego okresu, chociażby w nazwie parku Türkenschanzpark w 18tej dzielnicy Währing (który  z kolei w tym roku obchodzi swoje 125 lecie).

Tydzien alpejski

Olej rzepakowy bio (tłoczony na zimno)

Z olejem rzepakowym tłoczonym na zimno spotkałam się po raz pierwszy około 2 lat temu – Nigella Lawson w swojej książce „Kuchnia” nazwała go oliwą północnej Europy. Oczywiście, ten olej zupełnie nie jest podobny do oliwy, nie jest jednak podobny do oleju rzepakowego dostępnego we wszystkich sklepach pod nazwą „oleju roślinnego”. Taki olej ma zdecydowany smak i bardzo mocny, żółty kolor (zamieściłam porównanie barw olejów we wpisie o zielonym oleju z pestek dyni). Nie znalazłam żadnej informacji dotyczącej spożycia tego oleju w Austrii, ale tak jak w przypadku jabłoni, w Austrii uprawia się także rzepak (co chyba nie jest zaskoczeniem) i z roku na rok ilość wyprodukowanego oleju rzepakowego w Austrii rośnie, ale nadal jest znacznie mniejsza niż w Polsce. Natomiast Austriacy są liderami jeżeli chodzi o produkty bio.

Złoty syrop z buraków cukrowych / Konfitura z owoców dzikiej róży

No cóż – tych produktów używa się w Austrii, jednak nie znalazłam żadnych zasługujących na uwagę ciekawostek. Na pewno na uwagę zasługuje austriacka firma Darbo, która działa od ponad 130 lat i oferuje między innymi dżem z owoców dzikiej róży, ale także dżem z moreli, chyba najpopularniejszy w Austrii (a zaraz za nimi są śliwkowe powidła czyli powidel lub powidl.

Prosta sałatka z młodych ziemniaków

Kolejny prosty przepis z książki „Warzywny rock and roll”, idealny na piknik na koniec wakacji (i kolejny przepis na same węglowodany, jestem tego świadoma ale ta sałatka naprawdę jest bardzo smaczna). Autorem przepisu jest David Page z restauracji Home w Nowym Jorku. Niestety nie byłam w stanie nigdzie znaleźć tego przepisu, nieco podobny został zamieszczony w książce Davida Page’a Recipes from Home.

Nie byłabym sobą gdybym nie zmniejszyła ilości użytego tłuszczu, oryginalny przepis to 1 szklanka oliwy i ¾ szklanki octu jabłkowego. Zredukowałam te ilości do 2 łyżek oliwy i ¼ szklanki (czyli 4 łyżek) octu jabłkowego zastępując pozostały płyn bulionem warzywnym (z proszku ale 100% wegan). Użyłam też ziemniaków sałatkowych, ale teraz pewnie wszystkie ziemniaki będą się nadawały. A jak te zmiany wpłynęły na smak? Według mnie ta sałatka smakowała jak prawdziwy Kartofellsalat (a przynajmniej tak prawdziwie jak te sałatki, które jadłam w Wiedniu czy w Karlsrhue bo z tą sałatką jak z każdym innym produktem, w każdym miejscu podają inną twierdząc że to ta jedyna prawdziwa).

Prosta sałatka z młodych ziemniaków

  • 1 ½ kg ziemniaków, obranych
  • 1 szklanka posiekanej dymki
  •  1 ⅓ szklanki bulionu warzywnego
  • ¼ szklanki octu jabłkowego
  • 2 Łyżki oliwy
  • sól
  • pieprz

Ziemniaki ugotować (nie powinny się rozpadać) i jeszcze ciepłe pokroić w plasterki. Wymieszać bulion z octem, oliwą i dymką, polać ziemniaki i dobrze wymieszać, uważając żeby ziemniaki się nie rozpadły. Dodać sól i pieprz.

Podawać w temperaturze pokojowej

6 dużych albo 8 małych, piknikowych porcji

Prosta sałatka z młodych ziemniaków - kaloryczność

Zupa selerowa

Zupa krem, raczej na chłodniejsze dni, ale chyba właśnie przeżywamy lekkie ochłodzenie (dla mnie to temperatura optymalna do życia, więc nie narzekam) i można coś ugotować nie ryzykując udaru cieplnego, a młode warzywa do tego jeszcze bardziej zachęcają. Ale ta zupa jest uniwersalna, w zimie doskonale sprawdzą się te zimowe. Ideał ;).

Przepis pochodzi z książki Przemytnicy na wakacjach” (strona 163) Moniki Mrozowskiej i Macieja Szaciłło i podobno pochodzi z Południowego Tyrolu. Już pisałam, że Południowy Tyrol to mała Austria, to jest przepis na austriacką Zellersuppe (a po niemiecku Selleriesuppe), wzbogacony o kilka podbijających smak składników. Cudownie! Trzeba przyznać, że warzywa korzeniowe są w tamtym regionie bardzo popularne, najlepszym dowodem był w ostatnim numerze magazynu Smak wywiad z szefem kuchni dwugwiazdkowej restauracji St. Hubertus Norbertem Niderkoflerem. W zimie i na przednówku wszystkie bulwy (topinambur, selery a nawet chorogi) to podstawa diety mieszkańców ale też i podstawa eleganckiego menu.

Zupa selerowa

W samym przepisie dokonałam dwóch zmian – zmniejszyłam ilość tłuszczu z 3 łyżek oliwy i 5 łyżek masła do 1 łyżeczki oliwy i oczywiście zastąpiłam śmietanę śmietanką sojową.

  • 1 łyżeczka oliwy
  • 2 średnie białe cebule, pokrojone w drobną kostkę
  • 150 g selera korzeniowego, obranego i startego na tarce
  • 1 mały por, drobno pokrojony
  • 400 g ziemniaków, obranych i pokrojonych w kostkę
  • 1 mała marchewka, obrana i pokrojona w kostkę
  • 4 szklanki wody lub bulionu
  • 2 Łyżki sosu sojowego
  • 2 szczypty gałki muszkatołowej
  • 100 ml śmietanki sojowej
  • sól i pieprz
  • posiekany koperek

Na rozgrzanej oliwie smażyć cebulę przez 5 minut, dodać selera i pora. Garnek przykryć i dusić kolejne 5 minut, co jakiś czas mieszając. Dodać ziemniaki i marchewkę oraz wodę. Przykryć i doprowadzić do wrzenia, następnie zmniejszyć temperaturę i gotować 20-30 minut, aż warzywa będą miękkie. Dodać sos sojowy, gałkę, śmietankę, sól i pieprz.

Zupę zmiksować na krem. Podawać posypaną koperkiem.

4 porcje

Zupa selerowa - kaloryczność

Słoneczna niedziela: zielony olej z pestek dyni

Słoneczna niedziela

Kilka słów o zielonym oleju z pestek dyni napisałam już poprzednim razem, omawiając kilka popularnych austriackich/wiedeńskich produktów spożywczych, ale zdecydowanie nie wyczerpałam tego tematu.

oleje - dynia, awokado, oliwa, rzepak

Na zdjęciu porównanie kilku olejów  – styryjskiego z pestek dyni, z awokado, oliwy z oliwek oraz rzepakowego. Jak widać olej z pestek dyni ma zdecydowanie najciemniejszy kolor, a jak ktoś się dobrze zacznie przyglądać, to w końcu sam nie będzie wiedział czy to jest zielony czy czerwony (a może po prostu brązowy?) olej. Dzieje się tak za sprawą dichromatyzmu, zjawiska optycznego. Kiedy warstwa oleju jest cienka wydaje nam się on zielony, kiedy jest gruba (na przykład w butelce) wydaje się ciemnoczerwony, bardzo dokładnie, nawet z wykresami, jest to opisane na Wikipedii, ja nie podejmuję się wyjaśnienia. Trzeba przyjąć, że tak po prostu jest.

Udało mi się znaleźć kilka artykułów naukowych (a jest ich zapewne kilkaset razy więcej) na temat tego oleju, ale jeden przeglądowy zawiera wszystkie niezbędne informacje a autorzy to nie tylko zawodowcy ale i lokalsi (localvorsi?), bo z Grazu, wiedzą o czym piszą!

„Nasiona i olej styryjskiej dyni oleistej: składniki i aktywność biologiczna” Gilbert O. Fruhwirth, Albin Hermetter

Po pierwsze styryjski olej nie jest robiony ze „zwykłej dyni” ale ze specjalnej odmiany Cucurbita pepo subsp. pepo var. Styriaca, która pojawiła się po raz pierwszy w Styrii w pierwszej połowie XIX wieku w wyniku spontanicznej mutacji, która pozbawiła praktycznie te nasiona łupin. A uczyniła to jedna zmiana w genie recesywnym! Co ciekawe, łupina nasienna jest tworzona normalnie w czasie rozwoju zarodka a następnie dochodzi do jej rozpadu. Dzięki temu olej jest łatwiej wytłoczyć i ma ten niezwykły kolor. Olej z pestek dyni odmiany dzikiej (czyli normalnej:) jest żółty i przezroczysty, opisany dichromatyzm nie jest obserwowany. Niestety coś za coś, miąższ tych dyni jest zbyt smaczny i zazwyczaj nie jest jedzony przez ludzi a przygotowywany jako pasza (bardzo nie-wegan:().

Dynie na olej zbierane są jesienią, do przygotowania 1 litra oleju wykorzystuje się 2,5 kilograma nasion, co pozyskiwane jest z 30 a nawet 40 dyń. Ziarna po oddzieleniu są suszone i mielone a następnie mieszane z wodą i solą. Taka mieszanina jest pieczona przez 60 minut w 100° C, co przyczynia się do powstania charakterystycznego zapachu oleju. Następnie z pulpy, po wysokim ciśnieniem, otrzymywany jest olej. Tak jak pisałam, ma on oznaczenie pochodzenia geograficznego, (jeżeli jest robiony w Styrii, ze styryjskich dyń), a produkcja tego oleju jest ważną częścią tamtejszej gospodarki.

Strona smakowa nie pozostawia żadnych wątpliwości, jak jednak piszą autorzy bark wiarygodnych badań dotyczących pozytywnego wpływu tego oleju na zdrowie. Co więcej, jak w przypadku wszystkich roślin, zawartość poszczególnych składników w dużej mierze zależy od warunków uprawy, a więc usłonecznienia, nawożenia, jakości gleby a nawet ilości opadów. Właściwości są podobne do właściwości zwykłego oleju z dyni – z pewnością olej ten charakteryzuje się wysoką zawartością kwasów tłuszczonych nienasyconych, tokoferoli i antyoksydantów oraz wpływa łagodząco w przypadku łagodnego przerostu stawu krokowego.

Pełne dane bibliograficzne oraz link do artykułu oryginalnego:

 

Słoneczna niedziela: mój wybór kulinarnych symboli Wiednia

Słoneczna niedziela

Myślę, że większość osób myśląc o Wiedniu i o jedzeniu w Wiedniu automatycznie myśli o sznyclu z sałatką ziemniaczaną, torcie Sahera i Kaffe Melange. Oczywiście, to wszystko można zjeść w Wiedniu bez problemu, także w wersji wegańskiej i zdecydowanie to są symbole austriackiej czy wiedeńskiej kuchni. Można dorzucać też inne potrawy jak strudel jabłkowy, omlet cesarski, kajzerkę, kulki Mozarta czy gulasz szegedyński, ale to do wymienionej pierwszej trójki należy wyobraźnia większości ludzi.

Szukając pomysłu na pierwszy wpis z cyklu „Słoneczna Niedziela” (w domyśle – słoneczna niedziela w Wiedniu) znalazłam zdjęcie, które zrobiłam niemal dokładnie rok temu. Wszystkie produkty kupiłam z myślą o oglądaniu meczu otwarcia Mistrzostw Europy 2012, ale jak widać, życie chciało inaczej. Mecz obejrzałam w barze na plaży nad Kanałem Dunajskim (chociaż było też wiele polskich klubów oferujących transmisję, jednak z Leopoldstadt gdzie mieszkałam nad Donaukanal było dużo bliżej) a przekąski przywiozłam do Warszawy, gdzie je sfotografowałam.

Patrząc z perspektywy czasu widzę, że udało mi się w jednej reklamówce zgromadzić produkty, które wyjątkowo kojarzą mi się z Wiedniem i myślę, że nie tylko mi (chociaż byłam pewna, że woda to Römerquelle). Dlaczego? Bo są bardzo popularne w takim regionie, bo tam i tylko tam są wytwarzane i w pewien sposób wiele mówią o historii Wiednia jak i Austrii w ogóle.

Wiedeńskie przysmaki na Euro 2012

Chyba pora dokładnie przeanalizować, co się znalazło na zdjęciu. Zdjęcia nie mojego autorstwa są podpisane :). Niestety, teraz jestem w Warszawie i nie mam jak zrobić zdjęć rzeczom, o których piszę, ale nie znaczy to, że one nie istnieją. Wszystkie zdjęcia są udostępniane na licencji Creative Commons.

Chipsy z zielonym olejem z pestek dyni

Jeżeli miałabym podać jeden i tylko jeden produkt charakterystyczny dla Austrii to będzie to zielony olej z pestek dyni ze Styrii (Kürbiskernöl). To prawda, taki olej tłoczony jest też w Słowenii, wynika to z faktu że Dolna Styria od 1918 roku należy do Słowenii. Styryjski olej z pestek dyni chroniony jest europejskim certyfikatem PDO, czyli chronioną nazwą pochodzenia. Oznacza to, że produkt jest wytwarzany w konkretnym regionie a nazwa tego miejsca zastrzeżona jest dla konkretnego produktu chronionego, i nie może być używana jako nazwa produktów wytwarzanych gdzie indziej lub według innych receptur. Produkcja surowców i cały proces wytwarzania produktu powinien odbywać się w miejscu wynikającym z jego nazwy. Tak jest w tym przypadku, co więcej nasiona pochodzą z lokalnej odmiany dyni Cucurbita pepo var. styriaca.

Kuerbiskernoel-mit-Flasche

By Wolf32at (Own work) [CC-BY-SA-3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)%5D, via Wikimedia Commons

Jak widać na zdjęciu – on naprawdę jest zielony. Czy to barwa tego oleju sprawiła, że flaga Styrii jest biało-zielona? Może nie, ale barwa tego oleju jest niezwykła a co więcej, jego smak też nieco różni się od dostępnego w Polsce pomarańczowego oleju z dyni. Zdecydowanie jest intensywniejszy (chociaż może dlatego, że jest po prostu wyższej jakości a ja nie trafiłam na dobry gatunkowo „zwykły” olej z dyni?). Ten rodzaj oleju nie jest przeznaczony do gotowania. W Wiedniu można zjeść dressingi z tym olejem, ziemniaki, szparagi a nawet lody waniliowe nim polane. Istne zielone szaleństwo.

Tak jest z tymi chipsami. Dostępne są w większości hipermarketów i jak widać wyprodukowane są przez duży koncern, więc ich cena nie zbija z nóg. Smak jest wyjątkowo delikatny, jak chipsów naturalnych. Ale brudzą palce na zielony kolor :).

Piwo jasne Ottakringer helles

No cóż, o smaku tego piwa nie jestem w stanie się wypowiedzieć, bo nie piję alkoholu, wypił je mój Mąż i niewiele więcej o samym napoju jestem w stanie powiedzieć, jednak znalazłam kilka entuzjastycznych recenzji w Internecie, co prawda amerykańskich, więc nie wiem czy można im ufać w zakresie kompetencji, amerykańskie piwa to zupełnie inna historia niż europejskie. Natomiast na pewno to piwo wyprodukowano w Wiedniu, w browarze o 175 letniej historii (od 1837 roku, w tym samym miejscu, w 16tej dzielnicy czyli Ottakring). Na zdjęciu budynek browaru.

Ottakringer Brauerei

By Xell (Own work) [GFDL (http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html), CC-BY-SA-3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/) or CC-BY-SA-2.5-2.0-1.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.5-2.0-1.0)%5D, via Wikimedia Commons

Woda mineralna Vöslauer

Podobno najpopularniejsza woda mineralna w Austrii. Tak jak i woda Römerquelle (jak sama nazwa wskazuje) woda Vöslauer była znana starożytnym Rzymianom (wiem, że okres Rzymski doczeka się osobnego wpisu, przecież jest Muzeum Rzymskie w Wiedniu!). Sama woda pobierana jest ze źródła w Bad Vöslau, miejscowości odległej od centrum Wiednia o niespełna 40 km, także jak najbardziej to także jest produkt lokalny.

Co do smaku wody – woda jak woda, co prawda woda w kranie jest znacznie lepsza. Może dlatego pierwsza mineralna butelkowana woda niegazowana została wprowadzona przez Vöslauer w 1998 roku (to nie pomyłka)? Wiedeńska kranówka płynie prosto z Alp (bez żadnych pomp i urządzeń, wykorzystany jest po prostu spadek grawitacyjny) i jak na warunki miejskie jest zadziwiająco miękka, przynajmniej dla kogoś przyzwyczajonego do warszawskiej wody. Podobnież, to jedna z najlepszej jakości wód wodociągowych na świecie i chyba nie pozostaje nic innego jak się z tym zgodzić. Dla ścisłości dodam, że w domu też piję wodę prosto z kranu, więc mam dobre porównanie. W Wiedniu w wielu miejscach, nie tylko uczęszczanych przez turystów ale też przy placach zabaw można znaleźć zainstalowane przez miejskie wodociągi automaty z wodą wodociągową. Niektóre z nich oferują też orzeźwiający prysznic z wodnej mgiełki, idealny na gorące dni. Oczywiście bezpłatnie.

Drink Water

Drink Water by Luminitsa, on Flickr / CC

Vöslauer reklamuje w 2013 roku Keira Knightley.

Wafelki Manner o smaku orzechowo-czekoladowym (Original Neapolitaner)

Czy mogą być bardziej wiedeńskie wafle? Te w logo mają katedrę Św. Szczepana a największy sklep tej sieci jest właśnie na placu przy katedrze (na zdjęciu poniżej). I produkowane są od 1898 roku, oczywiście w Wiedniu, także w dzielnicy Ottakring. Sama firma działa od 1890 roku. Myślę, że wiele osób pamięta te wafelki z lat ‘80tcyh lub wczesnych ‘90tych, kiedy były przywożone z Austrii i Niemiec przez osoby, które tam pracowały.

DSC00031.JPG - Manner Carriage in Vienna

Manner Carriage in Vienna by otzberg, on Flickr / CC

A tak ten sklep wygląda w środku.

Manner Wafer HQ -> happiness

Manner Wafer HQ by chad_k, on Flickr/ CC

A teraz najlepsza informacja! Te wafelki są najsmaczniejszymi wafelkami na świecie! Te wafelki są wegańskie! Tak samo wiele innych produktów firmy Manner. Na stronie internetowej producenta jest umieszczona ściągawka z listą wegańskich produktów. Nie pozostaje nic innego jak iść, wykupić wszystko i zajadać (jak Terminator! Czy Arnold Schwarzeneger też jest ich fanem? Jestem pewna, że tak). A tak serio, taniej niż w sklepie firmowym jest w Billi. Można je też kupić w Polsce w niektórych supermarketach (wiem o sieci Real) i oczywiście w niezawodnych miejscach z niemieckimi słodyczami i chemią gospodarczą.

I tak pierwsza edycja słonecznej niedzieli za mną. Zobaczymy dokąd mnie to zaprowadzi, chociaż to jest akurat pewne – do Wiednia!